Piechotą przez Gorce - Maciejowa, Stare Wierchy, Turbacz


Gorce znaliśmy z opowieści - widokowe, sielankowe i idealne na dłuższy trekking. Wreszcie chcieliśmy przekonać się na własnej skórze, czy to pasmo nam się spodoba. 9 sierpnia pogoda trafia się idealna - jest ciepło, słonecznie i bezchmurnie. Skoro świt ruszamy z Bielska, a za punkt startowy obieramy miejscowość Olszówka koło Rabki. Zostawiamy samochód nieopodal kościoła i rozpoczynamy żółtym szlakiem 30-kilometrową wędrówkę. Najpierw idziemy drogą jezdną, która z każdym krokiem pnie się coraz bardziej w górę. Po 30 minutach intensywnego marszu skręcamy z asfaltówki w prawo i zmieniamy szlak na zielony. Jest trochę słabo widoczny, ale na szczęście zauważamy go w porę. Odtąd czeka nas wędrówka przez las w cieniu drzew. 30 minut niewymagającego marszu i docieramy do Bacówki na Maciejowej. Schronisko położone jest na Polanie Przysłop, która jest urokliwym i cichym miejscem. Przy dobrej pogodzie można stąd dostrzec Babią Górę oraz Tatry, ale dzisiejsza letnia aura nie sprzyja widoczności. Korzystając z dobrej pogody odpoczywamy i posilamy się na świeżym powietrzu.

Bacówka na Maciejowej
Szlakowskaz wśród brzózek
Sielankowe widoki, w oddali ledwo widoczne Tatry
Koło bacówki spoglądamy na szlakowskazy, które bezwzględnie oznajmują 4h na Turbacz. Nie zniechęcamy się jednak i najpierw ruszamy do schroniska mniej więcej w połowie drogi, czyli na Stare Wierchy. Szlak czerwony prowadzi grzbietem, naprzemiennie lasem i odkrytym terenem, jest niewymagający, a pogoda nas rozpieszcza. Po około godzinie docieramy do schroniska, położonego na polanie na wysokości 968m n.p.m. Tutaj ruch turystyczny jest znacznie większy, ale na dużej powierzchni nie ma problemu ze znalezieniem spokojnego miejsca. Stare Wierchy również oferują panoramę na Beskidy, Gorce oraz Tatry, a schronisko zachęca do pobytu ogniskiem, noclegami i domową kuchnią.

Stare Wierchy
Niebawem ruszamy dalej. Według tabliczek pozostały jeszcze 2 godziny marszu na Turbacz. Szlak czerwony wciąż prowadzi grzbietem po przyjaznym podłożu w otoczeniu drzew. Kondycyjnie trasa jest bardzo przyjemna, ale słońce w południe absolutnie nie daje odetchnąć - żar leje się z nieba i pali skórę. Po drodze zdobywamy szczyt Obidowiec, a po 4km mijamy pamiątkowy pomnik katastrofy samolotu sanitarnego, która miała miejsce w 1973r.

Pamiątkowy pomnik ze szczątkami samolotu
Odtąd wędrówka przebiega już tylko w górę. Najpierw zdobywamy wierzchołek Rozdziele, po czym szlak się zwęża i prowadzi po luźnych kamieniach. Niebawem wychodzimy z piętra lasu, podążamy otwartym terenem, a ostatni docinek na szczyt jest wąską ścieżką wśród traw i wiatrołomów. Po upływie łącznie 1,5h docieramy na szczyt Turbacza. Wierzchołek o wysokości 1310m n.p.m. jest porośnięty przez bór świerkowy, więc możemy podziwiać zaledwie panoramę na zachód, niestety widoczność jest słaba. Na szczycie znajduje się charakterystyczna drewniana tabliczka z wysokością, kamienny obelisk, żelazny krzyż oraz kilka ławek do odpoczynku. Tam właśnie siadamy w cieniu świerków i odpoczywamy. Turbacz zdobyty!

Z charakterystyczną tabliczką
Kamienny obelisk na szczycie
Pamiątkowy krzyż z datami 1945-1985
Widok na zachód
Na wierzchołku nie ma wielu turystów, większość zatrzymuje się tylko na moment i podąża dalej. My również niebawem wracamy na szlak czerwony, prowadzący do schroniska PTTK. Wąska ścieżka kluczy między świerkami i po zaledwie 5 minutach jesteśmy na miejscu. Murowany budynek zaskakuje swoją wielkością, a i tłumy wokół również są ogromne. Schronisko oferuje aż 100 miejsc noclegowych, a przed budynkiem można podziwiać rozległą panoramę na południe.

Schronisko PTTK Turbacz
Pamiątkowe przed wejściem
Od zaplecza
Po godzinnym relaksie czeka nas droga powrotna i wcale nie napawa optymizmem, ponieważ według obliczeń jesteśmy mniej więcej w połowie pętli, a na liczniku wybił już 21 kilometr. No ale nie mamy wyjścia, jak się przyszło to trzeba też wrócić 😉 Obieramy szlak niebieski i po 10 minutach docieramy na Halę Turbacz, gdzie jest po prostu przepięknie. Złociste wzgórze kontrastujące z błękitnym niebem jest oblegane przez stado owiec, a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach lata. Sielanka jak się patrzy 💛 Na hali usytuowany jest Szałasowy Ołtarz, gdzie Ks. Karol Wojtyła odprawiał mszę dla turystów i pasterzy w 1953r. Tymczasem my bez przystanku udajemy się ścieżką przez polanę ku wniesieniu Czoło Turbacza, jednak by tam się dostać musimy przedrzeć się przez stado owiec. Łatwo może nie ma, ale zabawnie z pewnością 😉

Hala Turbacz
Owce, wszędzie owce 😉
Futrzaki z bliska
Bartek niczym juhas je pogania 😉
Niebawem osiągamy wierzchołek Czoła i rozpoczynamy zejście do wsi Koninki. Szlak przebiega umiarkowaną ścieżką przez las, średnio uczęszczaną turystycznie. Godzina marszu niesamowicie się dłuży, po czym dochodzimy do drogi asfaltowej. Teraz musimy dotrzeć do kolejnej wsi - Poręby Wielkiej, z której również na nogach będziemy maszerować do Olszówki. 30km już dawno pojawiło się na liczniku, a my w upale mijamy najpierw pierwszą wieś, potem wciąż prosto przechodzimy przez drugą wieś, aż wreszcie po pokonaniu ostatniego wzniesienia docieramy do Olszówki. KONIEC!
Za nami dzień na pełnych obrotach - pobudka o 5:30, wędrówka w upale i najwyższy szczyt Gorców zdobyty. Ale najważniejsze, że akumulatory zostały doładowane, a mnie oczarowało kolejne pasmo górskie. Gorce - I'm lovin it! 😍

A.N.

09.08.2014



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza