Dwie twarze Rakuskiej Czuby

Veľká Svišťovka, nazywana po polsku Rakuską Czubą, to taki niewybitny szczyt oddzielający Dolinę Kieżmarską od Doliny Huncowskiej. Szczyt niby niewybitny, ale wyrósł na wysokość 2000 metrów i nawet nań idąc, można dotknąć łańcucha. Postanawiamy sprawdzić, jak wygląda to wszystko w praktyce - czy ładnie, czy łatwo, czy warto?
Wędrówkę rozpoczynamy o 6:14 w Tatrzańskiej Łomnicy, obserwując wschodzące słońce na graniach Tatr Wysokich. Zapowiada się dobry dzień 💗


Łomnica, Grań Wideł, Kieżmarski i Huncowski Szczyt w świetle wschodzącego słońca
Na początek czeka nas wędrówka szlakiem żółtym, czyli takim odpowiednikiem Drogi pod Reglami. Ścieżka na całej swojej długości jest pusta, do tego wygodna i widokowa. Najpierw prowadzi wśród traw i brzózek, potem obok hotelu Hutnik, aż w końcu po 12 minutach doprowadza nas do rozstaju „pri tenise”. Takie łączniki to ja lubię 😉

Wygodna ścieżka
Przy hotelu Hutnik
Razcestie pri Tenise
Szlakowskaz do kolejnego rozstaju zapowiada 50 minut, więc bez zastanowienia ruszamy w dalszą drogę, zmieniając znaki na niebieskie. Wędrujemy ścieżką z widokiem na Łomnicę, a niebawem pojawia się również nasz cel - Rakuska Czuba, która wygląda strasznie karłowato w towarzystwie. Pogoda dopisuje, jest coraz cieplej, a podejście wciąż kompletnie niewymagające. Po 35 minutach znajdujemy się już na doskonale znanym żółtym szlaku, który biegnie wprost do Chaty pri Zelenom Plese. 

Niebieski szlak z widokiem
Wygodnie
Po Dolinie Kieżmarskiej dokładnie wiemy, czego się spodziewać i praktycznie znamy jej każdy jeden zakręt. Wędrujemy, obserwując powoli wkradającą się w Tatry jesień, a 500 metrów przewyższenia pokonujemy w 2 godziny, co odpowiednio przekłada się na 9,5 kilometra. 

Jatki obserwowane ze szlaku
Jarzębiny
Kolosy
Przy schronisku robimy przerwę śniadaniową i choć jest tu znacznie chłodniej, to pogoda wciąż jest dobra. Lubimy przebywać w tym miejscu, chata ma świetne położenie, a staw w otoczeniu kolosów tworzy wręcz surrealistyczny krajobraz. Szczególne wrażenie każdorazowo robi na mnie Jastrzębia Turnia, ale Mały Kieżmarski czy Durny Szczyt prezentują się równie dumnie. Ta szczelnie zamknięta przestrzeń jest pełna magii...

Schronisko i kolosy
Otoczenie stawu
Staw oraz Durny Szczyt i Mały Durny Szczyt
Ze schroniska na szczyt Rakuskiej Czuby czeka nas 1,5-godzinna wędrówka czerwonym szlakiem. Trasa jest polecana dla początkujących tatrzańskich wędrowców, chociaż spotkamy się na niej również z łańcuchami. Ale spokojnie, nic strasznego 👍 Najpierw podążamy wschodnim brzegiem Zielonego Stawu, a potem ścieżką wśród kosówki zdobywamy kolejne metry. Szlak następnie prowadzi obok Czarnego Stawu Kieżmarskiego, aż w końcu po 30 minutach docieramy pod Lendacki Żleb. 

Czarny Staw Kieżmarski i Jatki
Widoki ze szlaku - od lewej Czarny Szczyt, Jastrzębia Turnia i Kozia Turnia
Schronisko u stóp Jastrzębiej Turni
Lendacki Żleb
Stoimy obecnie u stóp kominka, a zarazem najtrudniejszego miejsca na szlaku. Zakładamy rękawiczki, co by nie chwytać gołą ręką zimnego łańcucha i zarazem przeczekujemy mały zator. Na początek czeka nas podejście tuż przy skale i choć ubezpieczone, to wcale nietrudne. Następnie wchodzimy na grzędę. Odcinek nie jest eksponowany, ale asekuracyjnie trzymam łańcuch, ponieważ śliska skała bywa zdradliwa. Na koniec zostaje krótki trawers, również na wszelki wypadek ubezpieczony, a dalej już tylko ścieżka i zakosy. Mówiłam, że łatwo 😉

Na grzędzie
Widok z góry
Ostatni trawers
Całość żlebu widziana z góry
Wspomniane zakosy prowadzą nas wśród kosówki, a na szlaku ni stąd ni zowąd pojawiają się ludzie. Ścieżka jest widokowa i nieustannie możemy podziwiać otoczenie Zielonego Stawu Kieżmarskiego, co jest ucztą dla oczu. Niestety pogoda z minuty na minutę się pogarsza. Błękitne dotąd niebo zasnuły czarne chmury, a w pewnym momencie zaczyna kropić. Deszcz nam niestraszny, ale boimy się burzy…
Niebawem opuszczamy piętro kosówki i wysokość zdobywamy w skalnym terenie. Podłoże na tym odcinku jest niesamowicie kruche i sypkie, tak iż musimy na każdym kroku uważać, by nie zrzucić kamieni na turystów poniżej. 


Zielona Dolina Kieżmarska
Zbliżenie na stawy i schronisko
Paparazzi :)
Mały Kieżmarski spogląda na nas z góry
Idzie zło…
Po upływie 60 minut pozostaje nam do pokonania ostatnia prostka kamiennym duktem. Niebawem znajdujemy się na Rakuskim Przechodzie, gdzie w zasadzie szlak czerwony kończy swój bieg. Odbijamy jednak w lewo i idziemy zgodnie za symbolem czerwonego trójkąta, który doprowadzi nas wprost na szczyt, na Rakuską Czubę… Mamy do pokonania bagatela 15 metrów przewyższenia i niebawem znajdujemy się na wierzchołku. Niestety krajobraz pochłonięty jest przez chmury i o ile jeszcze na stronę wschodnią coś widać, to zachodnia jest totalnie zasłonięta. Nie bacząc na widoki, siadamy na szczycie i odpoczywamy. Na burzę się nie zanosi. 

Ostatnie metry pod przełęczą
Rakuski Przechód i Mały Kieżmarski w chmurach
Tam jest szczyt
Veľká Svišťovka
Widok ze szczytu na przełęcz
Pamiątkowe
Rakuski Przechód i Tatrzańska Magistrala
Rakuska Czuba nie powaliła mnie na kolana, ot taki tatrzański kurdupel w towarzystwie kolosów 😉 Widok na Dolinę Kieżmarską właściwie mieliśmy cały czas po drodze, a resztę przestrzeni skutecznie pochłonęły chmury. Jednak ludzie mówią, że przy dobrej pogodzie jest tam całkiem ładnie i po to ładnie odsyłam Was do Magdy zwanej Wieczną Tułaczką (-> o tutaj).
Po powrocie na przełęcz, kontynuujemy wędrówkę Tatrzańską Magistralą i obecnie obieramy kierunek Doliny Łomnickiej, czyli zmierzamy do Skalnatej Chaty. Droga przebiega mgliście i dżdżyście, więc nie ma co się zbytnio rozwodzić na tym odcinkiem. Całość szlaku jest wygodnym, kamiennym duktem, podejście jest zdecydowanie prostsze aniżeli od strony Chaty pri Zelenom Plese, jedyne co nas wkurza to mokre od deszczu kamienie, na których raz po raz się ślizgamy… 


W kierunku Doliny Łomnickiej
Te widoki…
Widać już koniec – i chmur, i wędrówki
Po upływie 1h 10minut docieramy nad Łomnicki Staw, gdzie również czekają nas ograniczone widoki, a Łomnica i Kieżmarski toną w chmurach. Patrzymy chwilę na magiczny, czerwony wagonik wyłaniający się z mgły, po czym prędko zmykamy do Skalnatej Chaty na ciepłą gulaszową i fasolową. Przy okazji konsumpcji czytamy o najsłynniejszym słowackim nosiczu (tragarzu), który jednorazowo potrafił wynieść 207kg na plecach, a rekord ten padł w drodze do Chaty Zamkowskiego. Laco Kulanga w całym swoim życiu przenosił w Tatrach aż 1000 ton ładunku 😮 Szacun!

Trochę strasznie…
…trochę klimatycznie
Klimatyczna Skalnata Chata skryta pod skałą
Nosicz Laco Kulanga
Po posiłku pozostał nam przykry obowiązek zejścia do Tatrzańskiej Łomnicy. Przed nami 1h 30minut maszu, z czego połowa to wędrówka dość stromo w dół stokiem narciarskim, a potem już sama przyjemność - asfalt. Wszystko byłoby całkiem ok, gdyby nie fakt, iż po kwadransie od opuszczenia schroniska zaczęło kropić, a po kolejnych minutach porządnie lać. W momencie chłód mokrej kurtki przylega do ciała, a krople co chwilę opadają z kaptura na twarz… Idziemy jak te trusie i choć potem pada już mniej, to do samochodu docieramy zmarznięci i wilgotni. Cóż za zakończenie...
Dzisiejsza wędrówka nie należała do najciekawszych w naszej karierze, a Rakuska Czuba to taka trochę dwulicowa góra. Z jednej strony piękna Zielona
Dolina Kieżmarska, która zawsze zachwyca, z drugiej strony Dolina Huncowska i głazowisko jakich wiele w Tatrach. Dystans do pokonania przy okazji takiej pętli jest niemały, bo aż 24 kilometry, a łączne przewyższenia to 1300 metrów. Mnie zdecydowanie dzisiaj czegoś zabrakło, poza pogodą, z pewnością elementu zaskoczenia. Było fajnie, ale fajnie to nie jest jednak dostatecznie porywająco 😉

A.P.

05.09.2018



1 komentarz: