Chodź... pokażę Ci jedno takie miejsce – Bystra, Pyšné Sedlo i okolice


Słowackie Tatry Zachodnie przyciągają mnie niczym magnes. Na grupach nie przewijają się zdjęcia z tamtych okolic, na forach nie ma opisów. Lubię zamieniać się w małego odkrywcę i podążać w nieznane. Lubię kiedy jest daleko, bo to co jednych odstrasza, innych motywuje, czuję, że to będzie dobra okolica dla mnie.
Tym razem wymyśliło mi się zdobycie najwyższego szczytu Tatr Zachodnich – Bystrej oraz nieopodal leżącego Pyšnégo Sedla, z którym mam niewyrównane rachunki... Pętlę zaplanowaliśmy od miejscowości Podbanské, gdzie zostawiamy samochód na dużym bezpłatnym parkingu. Przez pierwszą godzinę będziemy wędrować szlakiem czerwonym, czyli Tatrzańską Magistralą, która doprowadzi nas do szlaku właściwego na Bystrą. Muszę przyznać, że ten pierwszy niepozorny etap jest bardzo przyjemny. Niemal natychmiast wchłania nas ścieżka pośród traw, wciąż wilgotnych od porannej rosy. Dzień cudownie budzi się do życia i choć poranek należy do rześkich, to czujemy już lekki powiew ciepła. 


Podbanské
Wschód słońca nad Krywaniem
Poranne krajobrazy
Szlak miejscami znika w lesie z bardzo przyjemnym, miękkim podłożem, by po chwili ponownie wyprowadzić nas na słoneczną polanę. Wśród roślinności widzimy biegnącą sarnę, wiatr delikatnie wprawia źdźbła w ruch, a rosę stopniowo zastępuje szelest wyschniętej trawy. Dodatkowo ścieżka prowadzi terenem, z którego możemy obserwować pierwsze kopy Tatr Zachodnich, mieniące się w rudych odcieniach, a poranne słońce sprzyja ociepleniu krajobrazu. Na duszy też robi się cieplej. 

Ścieżka wśród traw
Pierwsze widoki na Tatry Zachodnie
Po  godzinie docieramy do wlotu Bystrej Doliny i tym samym rozpoczynamy podejście na nasz pierwszy szczyt – Bystrą, ale spokojnie, czeka nas nań 3h 45 minut. Szlak żółty najpierw prowadzi lasem umiarkowanie w górę, by niebawem ponownie biec odkrytym terenem. Podążamy coraz głębiej, wkraczając w dolinę, którą jeszcze niedawno obserwowaliśmy z oddali. Po kolejnym kwadransie na dobre znikamy w lesie, a ten należy do grupy tych magicznych. Rzadko bowiem się spotyka drzewostan tak intensywnie zielony jak tutaj, o barwie tak głębokiej, że nie sposób oderwać wzroku. Po bokach ścieżki obserwujemy powalone drzewa porośnięte mchem, a niska trawa wydaje się być surrealistycznym dywanem. Niesamowite wrażenie, ten las jakby wciąga nas do środka, a my odruchowo po cichu stawiamy kroki, by nie zburzyć niczego w tym mikroświecie. 

Początkowo odkrytym terenem w głąb doliny
Magiczny las
Mchy
Potok Bystra
Szlak biegnie wzdłuż potoku, a drzewa nie przepuszczające słońca na ścieżkę, hermetycznie zamykają chłód w swoich objęciach. Robimy się powoli głodni, ale w tym zimnym otoczeniu nie mamy zamiaru spożywać śniadania. Dzielnie podążamy dalej, powoli opuszczając piętro lasu i wchodząc na łąki. Nie jest to niestety dobra wiadomość. Dolina Bystra jest szczelnie otoczona z prawej i lewej strony murem grzbietów Tatr Zachodnich, przez co rano nie dociera tu słońce. Jesień natomiast ma to do siebie, że poranne mgły pozostawiają po sobie ślad na roślinności w postaci rosy, a jak wąska ścieżka przebija się przez tę roślinność, to chcąc nie chcąc woda osiada na wędrowcach. Teraz więc wilgoć przenika na nasze ubrania, a w szczególności buty, a my marzymy o słońcu i jedzeniu, najlepiej w pakiecie. 

Szlak prowadzi łąkami...
Po upływie godziny szlak wyraźnie wspina się w górę, dzięki czemu spełniamy pierwszy warunek – słońce. Kiedy po chwili moim oczom ukazuje się altanka ustawiona dokładnie w kierunku światła, na naszych twarzach pojawia się wielki uśmiech. Czas się ogrzać i najeść!
Po sowitej porcji energii słonecznej i spożywczej ruszamy dalej. Odtąd ku naszemu szczęściu szlak prowadzi nasłonecznionym terenem, wciąż wąską ścieżką i wciąż wzdłuż potoku Bystra. Dzisiaj w zasadzie wszystko jest bystre 😉 Teraz również nieustannie towarzyszą nam widoki, które z każdą minutą się przybliżają. Choć w tym momencie jeszcze nie rozpoznajemy naszego celu, to wzrok przyciągają rude kopy. Po ścieżce spokojnie można stwierdzić, że jest praktycznie nieuczęszczana, a fakt, iż nikogo dziś nie spotkaliśmy, tylko to potwierdza. No a ja lubię takie szlaki, bardzo!


Coraz bliżej gór
Wzdłuż potoku
Most uszkodzony prawdopodobnie po ostatnich ulewach w Tatrach
Obecnie podążamy wśród kosówki, a ja bacznie się rozglądam, czy gdzieś coś się nie rusza, bo teren i cisza ewidentnie śmierdzi niedźwiedziem 😉 Czas mija nieubłaganie i niebawem wkraczamy w górne piętro Bystrej Doliny, a w miejsce kosodrzewiny pojawiają się hale. Jest pięknie. Teren z trzech stron zamykają górskie grzbiety, a cisza przeplatana wiatrem tworzą magiczną atmosferę. Stajemy i rozglądamy się wokoło. Głęboki wdech i wydech. Zamknięcie oczu i podniesienie powiek. Warto było cisnąć 3,5 godziny i pokonać 10 kilometrów, by dotrzeć w to miejsce. Jest tylko dla nas, jest jak azyl po długiej podróży. 

Wchodzimy powoli do raju…
Cel na horyzoncie
Pośrednia Grań
Na wprost Mała Bystra
Widzimy już doskonale wierzchołek Bystrej, ale to że go widzimy, nie znaczy, że jest blisko. Znajdujemy się na wysokości około 1850m n.p.m., co oznacza, że przed nami jeszcze 400 metrów przewyższenia i to również doskonale widzimy. Szlak niebawem skręca w prawo i nieuchronnie przybliża nas do grzbietu ciągnącego się od Bystrej do Szerokiej. Rozpoczynamy wędrówkę zakosami, dzięki nim jesteśmy coraz wyżej, a skoro faktycznie wyżej, to i widoków więcej. Tak wraz z wysokością naszym oczom ukazuje się kocioł z Bystrymi Stawami, schowany na końcu doliny oraz kolejne szczyty Tatr Zachodnich. 

Zakosy
Za nami Skrajna Kopa
Za tą moreną są jeziorka
Coraz wyżej
Mały człowiek na zakręcie
Kiedy stajemy na grzbiecie Kobyłej, czyli grani odchodzącej południowym stokiem Bystrej, naszym oczom ukazują się wierzchołki Tatr Wysokich. Na tej wysokości obserwujemy kłębiące się chmury i pogarszającą pogodę, która rano była idealna. Takie uroki ciepłego września… Na szczyt Bystrej pozostało nam około 30 minut marszu, ale teraz to już przysłowiowa „ostatnia prostka”. Warto było podchodzić od tej strony, jest zjawiskowo. 

Widoczne z grzbietu Tatry Wysokie
Bystre Stawy oraz Zadnia Kopa
Ostatnia prostka na Bystrą
Na szczyt pozostało nam około 200 metrów przewyższenia, ale podejście jest umiarkowane i maszeruje się naprawdę przyjemnie. Najprzyjemniejsze jest jednak to, że jesteśmy tu zupełnie sami, no może do momentu, aż na naszej drodze pojawia się stadko kamzików 😃 Zwierzątka skubią trawę, kątem oka zerkając na nas, czy aby nie jesteśmy za blisko. Im jesteśmy wyżej, tym oczywiście odsłania się więcej grzbietów i grani, a krajobraz staje się wielopoziomowy. Lubię ten tatrzański stan, kiedy zza grani, wystaje kolejna grań, a zza niej jeszcze następna 😍

Tatrzańskie warstwy
Mijamy stawy
Kamzik 😃
Pyšné Sedlo i Veľká Kamenistá
Na szlaku
Po łącznie 12 kilometrach i 4h 40 minutach ścisłego marszu, o godzinie 11:25 stajemy na najwyższym szczycie Tatr Zachodnich i… mamy go na wyłączność! Widoczność jest niesamowita, sięga od Barańca, przez Rohacze, Ornak, Czerwone Wierchy, aż po Tatry Wysokie z samiuśkim Krywaniem na końcu. Jest ciepło, przyjemnie, a długość trasy, wynagrodził nie tylko szczyt, ale i sam szlak. Wędrówka przez Bystrą Dolinę nie należy do krótkich, trasa jest długa, ale widoki są unikatowe, nieoblatane i z pewnością zaskoczą. To jest takie miejsce, gdzie chce się wracać, gdzie chce się zostać na dłużej, ja bym z chęcią została… Wracając do samego wierzchołka Bystrej, jest on widokowy i pomimo bliskości granicy polskiej wcale nie oblegany. Panorama rozciąga się na cztery strony, na kopule sporo miejsca do odpoczynku, jedyne czego brakuje to tabliczki szczytowej. Całokształt bardzo na TAK! 

Bystra Dolina, Bystre Stawy, Niżna Bystra
Grań Małej Bystrej, na końcu Niżna Bystra
I plan - Grań Otargańców, II plan – grzbiet Małego Barańca i Barańca
III plan - grań od Banówki do Wołowca, w dole Raczkowa Dolina
Starorobociański Wierch, Błyszcz i grzbiet Ornaku
Pyszniańska Przełęcz, Kamienista, Smreczyński i Czerwone Wierchy
Szeroka
Na szczycie!
Na Bystrej oczywiście robimy zasłużoną przerwę, a po 20 minutach spotykamy trójkę Słowaków, którzy również zdobyli szczyt szlakiem od Bystrej Doliny. Naszym kolejnym celem jest Błyszcz, leżący w zasadzie jakiś kilometr w linii prostej od Bystrej, jednak paradoksalnie, aby na niego legalnie dotrzeć, trzeba poświęcić aż 50 minut. Nie wiedzieć czemu, szlak niebieski najpierw schodzi do Bystrej Przełęczy, by potem czerwony wyprowadzał na Błyszcz. Na szczęście z Bystrej na Błyszcz prowadzi grzbietem wygodna, wyraźna ścieżka i podczas gdy szlak niebieski ucieka w lewo, my ciśniemy całkiem na wprost i już po kilku minutach znajdujemy się na Błyszczu. Czemu szlak został tak dziwacznie poprowadzony? Chyba kogoś poniosło… 

Dokładnie widać przebieg niebieskiego szlaku (po lewej) i nielegalnej ścieżki na Błyszcz (po prawej)
Po 5 minutach już widać wierzchołek
Tamtędy przebiega kolejny odcinek naszej trasy
Spektakl chmur na szczycie Błyszcza
Liliowe Turnie, Siwy Zwornik i Siwa Przełęcz
Znowu kamziki
Błyszcz jest szczytem granicznym leżącym na czerwonym szlaku, który na lewo prowadzi w kierunku Starorobociańskiego Wierchu, a w prawo na Pyszniańską Przełęcz. Szczególną uwagę należy zwrócić, w którą stronę chcemy iść, ponieważ łatwo coś pomieszać, a pisze o tym dlatego, że właśnie pomieszałam kierunki i zaczęliśmy schodzić nie tym zboczem, którym powinniśmy. Niemniej jednak trafiamy w końcu na właściwy tor, kierując się na Pyšné Sedlo, a szlak prowadzi grzbietem granicznym, niesamowicie urokliwym, pustym i wygodnym. Do utraty mamy około 400 metrów, ale ścieżka nie pozwala nam odczuć tej różnicy. Podłoże jest miękkie, a cel widoczny. 

W kierunku Pyšnégo Sedla
Pyszniańska Dolina
Klimatycznie 💛
Pyšné Sedlo i Veľká Kamenistá
Pyszniańska Przełęcz to jedno z najrzadziej odwiedzanych miejsc w Tatrach, ponieważ prowadzi nań poniekąd ślepa droga. Owszem można zboczyć na nią z Błyszcza, ale nie chcąc wracać Doliną Kamienistą na Słowację, trzeba potem ponownie wrócić na Błyszcz. Jedyna sensowna pętla to ta, którą my obraliśmy, ale jest długa, cholernie długa, a odcinki przez doliny zdają się trwać bez końca. Na przełęczy oczywiście nie zastajemy nikogo poza samotną kozicą, mknącą przez olbrzymie hale, a my siadamy na trawie i napawamy się samotnością pośród ciszy. Tylko wiatr świszczy wokół, bo tylko on ma śmiałość odezwać się w tym miejscu. Uwielbiam takie tereny. Są wyjątkowe.

1792m n.p.m. – Pyšné Sedlo zdobyte!
Dotarłam

Po przyjemnych chwilach spędzonych na przełęczy, przed nami zejście 10-kilometrową Doliną Kamienistą. Tabliczki przewidują do Podbańskiej 3 godziny, natomiast mapa tylko 2h 15minut, więc obstawiamy, że gdzieś pomiędzy tymi szacunkami dotrzemy do samochodu. No to w drogę!
Na początek czeka nas wygodna, mięciutka ścieżka wśród rozległych hal. Umiarkowanie tracimy wysokość, a wędrówka zdecydowanie należy do przyjemnych. Po upływie 30 minut wchodzimy w piętro roślinności wysokiej, a ścieżka stopniowo się zwęża, boleśnie przypominając nam o porażce sprzed 3 lat, kiedy to poranne, wilgotne krzaki zmusiły nas do odwrotu. 


Górne piętro Doliny Kamienistej
Ścieżka wśród wysokiej roślinności
Czas biegnie nieubłaganie, a my po kolejnej godzinie wreszcie wchodzimy do lasu. Podłoże wciąż jest miękkie i wygodne, a otoczenie zupełnie jak rano, magicznie zielone. Znów przenosimy się do krainy mchów i soczystych dywanów trawy, a krajobraz wydaje się być nietknięty przez jakąkolwiek żywą istotę. Ostatecznie dotarcie do samochodu zajmuje nam 2h 30minut i zmęczeni, choć szczęśliwi siadamy na fotelach naszego kombi. 

Wlot Doliny Kamienistej
Krywań na zakończenie…
Tatry Zachodnie… Ich odkrywanie sprawia mi niebywałą przyjemność. Słowacka część tego pasma jest niezwykle rozległa, a kolejne tereny zaskakują swoją dziewiczością. Bystra Dolina choć długa, to pięknie odpłaca wędrowcowi za włożony trud w jej pokonanie. Mnie zdecydowanie porwał jej obszerny teren i wszechobecna cisza. Spokój i naturę w czystej postaci mogliśmy również poczuć na grani do Pyszniańskiej Przełęczy oraz w Dolinie Kamienistej. Ten kawałek świata, jakby zapomniany przez człowieka, pozwala na kontemplowanie przyrody i pogrążenie się we własnych myślach, albo wręcz przeciwnie, pozbycie się wszelkich myśli i całkowite zapomnienie na tych kilka chwil. Tam po prostu trzeba być, więc chodź… pokażę Ci jedno takie miejsce…

A.P.

06.09.2018


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz