Zimowy spontan – Hala Kondratowa


Początkiem roku pojawiło się w mojej głowie kilka celów, które chciałabym zrealizować tej zimy. Jednym z takich miejsc jest Hala Kondratowa w Tatrach, jednak w grę wchodziło odwiedzenie jej przy 100% zimie z dużą ilością śniegu, i do tego pięknej pogodzie. No to nieźle sobie to wymyśliłam, tylko skąd wytrzasnąć takie warunki...?!
Jest sobota. Dosypało wczoraj dużo śniegu, więc okoliczności przyrody zapowiadają się urocze. Mamy już górski, beskidzki plan na jutro, więc czego chcieć więcej. Po południu wchodzę na FB, oglądam świeże zdjęcia z Kondratowej i wtem coś mnie tknęło. Czym prędzej sprawdzam pogodę dla Zakopanego, a tam także zapowiadane jest okno pogodowe na niedzielę. Szybki telefon do Bartka, chwila namysłu i plany zmieniają się o 360 stopni. Jutro jedziemy w Tatry 😄
Pobudka o 5:00. Nic przyjemnego. Półprzytomna jem śniadanie, piję kawę i dopakowuje wczoraj przygotowany plecak. O 6:00 ruszamy spod bloku i obieramy kierunek Słowacja. W Korbielowie powoli zaczyna świtać i zaraz po przekroczeniu granicy naszym oczom ukazują się one… To będzie piękny dzień.


Tatry o poranku
Zimowe krajobrazy
Na Słowacji białe szosy nieco nas spowalniają, ale w totalu w Zakopanem pojawiamy się przed 9:00. Parkujemy auto, wskakujemy w trepy i stuptuty, no i w drogę. Pogoda jest fenomenalna: pełne słońce i 10-stopniowy mróz. Pierwszy etap wędrówki czeka nas chodnikiem do Kuźnic i sprawia nam nieco trudności, bo grzęźniemy w śniegu. Na szczęście po 25 minutach wchodzimy na szlak niebieski, którym będziemy podążać aż na Halę Kondratową.

Niebieskim na Kondratową...
Idziemy!
Droga na Kalatówki jest ubita, więc idzie się wygodnie, a biało–niebieski krajobraz wokół robi imponujące wrażenie. Jesteśmy pierwszy raz w Tatrach przy takim warunie, wcześniej zima nas tak nigdy nie rozpieściła. Po 30 minutach spaceru docieramy na Polanę Kalatówki i dopiero tutaj robi się naprawdę bajkowo. Wokół nie ma żywej duszy tylko my i obsługa hotelu. Przystajemy i w ciszy cieszymy oczy widokami.

Myślenickie Turnie i Kasprowy Wierch
Hotel Górski Kalatówki
Zbliżenie na zimowy Kasprowy
Polana w otoczeniu świerków
Jeszcze jeden kadr na słońce połyskujące nad Tatrami
Po kilku zdjęciach (no może kilkunastu 😜) ruszamy w dalszą drogę. Szlak prowadzi w kierunku świerków, wąską wydeptaną ścieżką. Podążamy nadal zgodnie z niebieskimi znakami, zacienionym terenem wśród drzew, między którymi wciąż obserwować możemy polanę.

Kierunek las...
Między świerkami też jest bajkowo
 Nienaruszona pokrywa polany z widokiem na Grubą Turnię i Beskidy
Za polaną idziemy gęsiego równie wąską ścieżką, co dotychczas. Powietrze wciąż jest mroźne, ale gdy maszerujemy nie jest nam zimno. Turystów po drodze nie widać, trasa mija szybko, a po chwili dostrzegamy w oddali krzyż na Giewoncie. Przed nami pozostaje ostatnia prostka i powoli zza drzew wyłania się Hala Kondratowa – cała w bieli, połyskująca w słońcu pod błękitnym sklepieniem nieba. Krajobraz niczym z pocztówki, niczym zatrzymany kadr na kliszy aparatu, nie mogłam sobie tego lepiej wymarzyć!

Giewont w promieniach słońca
Kopa Kondracka
Kasprowy Wierch i Suchy Upłaz
Suchy Wierch Kondracki, Przełęcz pod Kopą Kondracką i Kopa Kondracka we własnej osobie
W kierunku schroniska...
Po łącznie 45 minutach docieramy pod schronisko, ale nie wchodzimy do środka. Najpierw idziemy na polanę złapać kilka zimowych kadrów. Jest pięknie, uśmiech nie znika z twarzy. Warunki – marzenie 😊 Wiem, wiem, powtarzam się, ale będę tak do znudzenia, bo tu jest naprawdę ślicznie!

Bajkowy krajobraz
Bartek & Tatry
Kopa Kondracka w białej szacie
Ludziki na Hali Kondratowej
Kasprowy nieśmiało wyłania się zza Kondratowego Wierchu
Mooooje!
Kompletnie nie chce się nam ruszać z polany, bo widoki przyciągają jak magnes, ale burczenie w brzuchu nie daje za wygraną i skutecznie zmusza nas do odwrotu do schroniska. Ciekawe czy będzie w środku wolne miejsce, skoro to najmniejszy obiekt górski w Tatrach...
Ku naszemu zaskoczeniu w środku jest pusto. Jedni turyści właśnie wychodzą, a inni nie zdążyli jeszcze dotrzeć. Idziemy do kąta w jadalni i rozkładamy się ze śniadaniem. Po chwili dołącza do nas kondratowy kot i żebrze od Bartka szynkę, czemu on oczywiście ulega 😉 W schronisku spędzamy niecałą godzinę na odpoczynek i relaks. Dopiero najedzeni możemy ponownie iść, nacieszyć oczy panoramą Tatr Zachodnich.

Schronisko na Hali Kondratowej
Kondratowej bajki ciąg dalszy
Z dalszej perspektywy
Niestety niebawem niebo spowijają ciemne chmury, skutecznie zasłaniając słońce, więc zbieramy się do powrotu. Niemalże natychmiast temperatura odczuwalna spada, więc szybkim krokiem opuszczamy polanę. Krajobraz z bajkowego robi się surowy i groźny...

Ostatnie spojrzenie na surowy krajobraz
Na szczęście wędrówka skutecznie nas rozgrzewa i po 40 minutach szybkiego marszu jesteśmy ponownie na Polanie Kalatówki. W porównaniu do poranka jest zdecydowanie więcej ludzi, chociaż i tak bez tłumów. Zatrzymujemy się dosłownie na kilka oddechów.

Kasprowy w szarości
Kalatówki
Teraz już tylko pozostało zmykać wygodną drogą do Kuźnic, a dalej do Zakopanego. Po 40 minutach jesteśmy przy samochodzie, zostawiamy plecaki i idziemy na obiad. Do domu wracam usatysfakcjonowana, wiadomo na 100%. Plan wypalił w pełni, pogoda dopisała i kolejne z listy marzeń spełnione. Coś czuję, że ten rok będzie owocny, bo na razie wszystko idzie po naszej myśli 😊

A.N.

01.02.2015



2 komentarze:

  1. a jak myślisz, do Kondratowej jest bezpiecznie jeśli chodzi o lawiny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekspertem to ja nie jestem. Jest tam leśny odcinek, od którego zaczyna się teren lawinowy, ale myślę że jest w miarę bezpiecznie.

      Usuń