Rusinowa Polana - aktywnie i widokowo


W niedzielę na zakończenie 7-dniowego pobytu w Tatrach, niespiesznie wstajemy z łóżka. Na spokojnie jemy śniadanie, ogarniamy pakowanie i opuszczamy naszą zakopiańską kwaterę. Ładujemy wszystkie manatki do samochodu i jesteśmy gotowi do drogi, jednak to nie kierunek Bielsko obieramy. Mamy zamiar wykorzystać ostatni dzień urlopu na 100%, co oznaczać może tylko jedno - góry. By spędzić czas aktywnie, lecz bardziej spacerowo niż trekkingowo, zmierzamy do Wierchu Poroniec, skąd popędzimy na Rusinową Polanę. Z racji tego, że jest niedziela godz. 11:00, a w dodatku piękna pogoda, ruch na drodze spory. Po kwadransie znajdujemy się na miejscu, parkujemy i ruszamy zielonym szlakiem na najbardziej widokową polanę w polskich Tatrach. Szeroka ścieżka od początku nie jest wymagająca i po jednym krótkim podejściu, pojawiają się pierwsze widoki.

Po 5 minutach już widać Tatry Wysokie
W dalszej części szlak jest szeroki i prowadzi pod osłoną drzew. Dzień jest ciepły, a droga łatwa i przyjemna, co jest idealnym połączeniem w przypadku aktywnego, górskiego spaceru. Idziemy powoli po równej ścieżce, spotykając na trasie sporo turystów. Po 30 minutach między drzewami dostrzegamy Rusinową Polanę i podejście na Gęsią Szyję, co wskazuje, że cel już blisko. 

Masyw Wołoszyna i Rusinowa Polana
Szlak zielony z widokiem na Rusinową Polanę, Gęsią Szyję
oraz grań Wołoszyna i masyw Koszystej
Po pokonaniu 3,5 kilometra docieramy na Rusinową Polanę i rozglądamy się wokół nie tylko na pyszne widoki, ale również w poszukiwaniu wolnej ławki, której znalezienie wcale nie jest łatwe... Gdy już siadamy, oddajemy się w pełni relaksowi. Nogi po 7 dniach wędrówek zasłużyły na solidny odpoczynek, a temu sprzyjają piękna pogoda i tatrzańskie widoki. Może i przejrzystość powietrza jest średnia, ale co tam… i tak jest bosko !!! Tego było nam trzeba na zakończenie aktywnego tygodnia: wypoczynku dla ciała i wyciszenia dla duszy. 

Rusinowa Polana - 1209m n.p.m.
Zbliżenie na Młynarza, Ganek, Wysoką oraz Rysy, po prawej Mięguszowieckie Szczyty
Chillout z widokiem na Karczmarski Wierch
Na polanie mamy około godziny na naładowanie akumulatorów, a to z tego względu, iż chcemy jeszcze odwiedzić Wiktorówki. Msza w sanktuarium jest o 13:00, więc w dalszą drogę ruszamy chwilę wcześniej. Zanim jednak wejdziemy na szlak niebieski, zmierzamy do bacówki, by zakupić świeżutkie, cieplutkie oscypki. Prędko pałaszujemy po dwa, a pozostałe pakujemy do plecaka w obawie, że zaraz by również zniknęły. Najlepsze jakie w życiu jadłam! 

Ostatnie spojrzenie na Gęsią Szyję
Szlak niebieski do Zazadni, przy którym znajduje się kaplica, prowadzi ostro w dół głównie przez las, a po wczorajszej wieczornej burzy szczególnie trzeba uważać na śliskich, kamiennych schodach. Stopnie są dość wysokie, ale drewniane barierki pomagają w trudniejszych miejscach je pokonać. Turystów na drodze sporo, więc miejscami się korkuje, ale w sumie po 10 minutach docieramy do sanktuarium. Ponieważ mamy jeszcze trochę wolnego czasu, najpierw podchodzimy do kamiennego muru upamiętniającego ofiary gór i czytamy tabliczkę po tabliczce...

Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr
TOPR
Tablice upamiętniające
Piękny cytat Jagiełły...
Po mszy ruszamy z powrotem na Rusinową Polanę, a potem bez postoju w kierunku parkingu. Całość trasy zamykamy w 8km i niecałych 2 godzinach marszu. Tak kończy się nasz tegoroczny urlop...
Po całym tygodniu spędzonym w Tatrach, dzisiejszy dzień był pięknym zakończeniem tego pobytu. Może niewyspana, może 165km w nogach, ale jakże spełniona. Wracam do domu naładowana pozytywną energią, z głową pełną nowych planów i pomysłów. Bo to, że w Tatry wrócę jest pewne 😃

A.N.

07.09.2014



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza