Gdy nawet piekło zamarza - wędrówka ze Szczyrku na Skrzyczne


Godzina 8:00, Szczyrk. Spory ruch, bo w ostatnich dniach mocno dosypało, więc narciarze czekają na otwarcie wyciągu. My jednak idziemy w przeciwną stronę - na turystyczny szlak niebieski, by zdobyć zimowe Skrzyczne o własnych siłach. Już na samym początku okazuje się, że ścieżka jest kompletnie zasypana i czekać nas będzie torowanie. Śnieg o konsystencji puchu nie jest uciążliwy, ale cały czas go dosypuje. Mimo wszystko idziemy znacznie wolniej, niż zakładaliśmy, tyle dobrze, że pod śniegiem nie ma lodu.

Wszędzie biało
Torowanie
Po 1h 20 minutach docieramy na Polanę Jaworzyna, będącą również stacją pośrednią kolei na Skrzyczne. Odtąd zaczyna nieco mocniej wiać i sypać, a śnieg staje się głębszy i bardziej kopny - miejscami nawet do 60cm. Początkowo idziemy dość stromo przez las, niestety później szlak prowadzi wzdłuż stoku narciarskiego, więc uważnie podążamy lewą stroną. Na skraju stoku śnieg nie jest ubity i zapadamy się w nim po kolana, co kosztuje nas sporo wysiłku i szybką utratą energii. Po drodze czekają jeszcze dwie przeszkody - mianowicie szlak przecina nartostradę, więc te odcinki właściwie pokonujemy w biegu. 

Polana Jaworzyna
Zimowy szlak
Niebawem przechodzimy do przyjemniejszego etapu wędrówki - trawersujemy wschodnie zbocze Skrzycznego, by finalnie wyjść na ostatnią prostkę. Na szczyt docieramy po kolejnych 80 minutach, więc całościowo droga zajmuje prawie 3 godziny. Najpierw meldujemy się na wieży widokowej, choć dziś jest zwykłą zmrożoną platformą bez widoków. Następnie kierujemy się na oficjalny wierzchołek, który po prostu symbolicznie chcemy "klepnąć". Na koniec czas na najprzyjemniejsze, czyli ciepły posiłek i gorąca herbata w schronisku. Obiekt posiada całkiem sporą jadalnię i dysponuje 29 miejscami noclegowymi. Wewnątrz kręci się już kilku narciarzy, ale wciąż jest w miarę luźno.

Zmrożona platforma
Mroczne widoki
Wierzchołek
Białe schronisko
Nie straszny mu mróz, nie straszna zawierucha
Po odpoczynku udajemy się w drogę powrotną tym samym szlakiem. Początkowo ciężko jest się zagrzać, zwłaszcza że przebywanie na odkrytym odcinku, naraża nas na wiatr i wychłodzenie. Z tego powodu zejście przebiega nadzwyczaj szybko, a po świeżym i miękkim puchu z przyjemnością się nawet podbiega. Takim sposobem po 35 minutach znajdujemy się na Jaworzynie. Bez postoju lecimy dalej, im jesteśmy niżej, tym robi się cieplej, i finalnie po kolejnych 45 minutach kończymy naszą wędrówkę w Szczyrku. 

Widok na Skalite
Choć ta zimowa wyprawa nie obfitowała w widoki, ani nawet przyjemność wędrowania, to czas spędzony w górach zawsze wpływa pozytywnie na nastrój. Może wracamy do domu zmęczeni i zmarznięci, ale to właśnie dzięki takim wędrówkom rośniemy w siłę i nabieramy zimowego doświadczenia. Każdy kilometr był warty wysiłku.


A.N.

16.01.2016



2 komentarze:

  1. Schroniskowy pies chyba najbardziej szczęśliwy z takich warunków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo... Bari jest super! Tak się ocierał, że mało co mnie nie przewrócił ;)

      Usuń