Noworoczny trekking na Iwaniacką Przełęcz i Smreczyński Staw


W Nowy Rok budzimy się o 8:00 w cieplutkich łóżkach jednej z izb w schronisku na Hali Ornak. Przez okno wpadają pierwsze promienie słońca, więc czym prędzej wstajemy i schodzimy na śniadanie. Chcemy jak najszybciej otworzyć górski sezon 2017, dlatego już o 9:30 ruszamy na szlak. Dzisiejszy mróz jest nawet do zniesienia, a wokół nie widać żywej duszy. Czyżby wczoraj wszyscy balowali do rana? 😉

Schronisko PTTK na Hali Ornak
Naszym celem na dzisiaj jest Iwaniacka Przełęcz, a szlak żółty rozpoczyna swój bieg tuż obok schroniska. Tam jeszcze nas nie było, więc kompletnie nie wiemy, co nas czeka i właśnie to jest fajne. Na początek do pokonania mamy prostkę skutą lodem, a potem wchodzimy w las. Tam czai się na nas pierwsze podejście, po którym następuje kawałek równego terenu. Idzie się bardzo przyjemnie, a poranne słońce napawa optymizmem.

1h 20min do celu
Pierwsze podejście
Po 15 minutach wędrówki docieramy do tabliczki, informującej o terenie narażonym na lawiny. Co prawda jest styczeń, ale śniegu w partii reglowej nie ma, więc komunikat pozostawiamy bez echa. Przechodzimy przez mostek nad Żlebem pod Banie i spokojnym tempem podążamy wzwyż. Dalej wysokość zdobywamy kamiennymi stopniami, a pod nogami pojawiają się pierwsze połacie lodu. Idziemy ostrożnie, a gdzie się da, omijamy bokiem. Wprawdzie w plecaku taszczymy raki, jednak przy tak zróżnicowanym podłożu trzeba by założyć je na 5 minut i znowu chować. Na szczęście teren nie jest przepaścisty, więc pod górę spokojnie dajemy radę tylko z kijami, a jak będzie w dół, zobaczymy na powrocie.

Początek terenu lawinowego
Szlak żółty
Ornak prezentuje się dostojnie
Szlak coraz bardziej pnie się w górę i prowadzi zacienionym terenem. Tutaj pojawia się kolejny zalodzony odcinek, który pokonujemy wolniej, ale bez większych problemów. Wąska ścieżka zakręca w prawo, a za nami wyłania się przyzwoity widok na Tatry Zachodnie.

Ciemniak, Stoły, Tomanowa Przełęcz, Suchy Wierch, Tomanowy Wierch,
Smreczyńska Przełęcz, a ta biała plamka to Wyżnia Polana Tomanowa
Kolejne kroki stawiamy równie uważnie i teraz już głównie lasem docieramy na Iwaniacką Przełęcz. Całość podejścia zajmuje nam 1h 10min i nie należy do zbyt męczących. Ponieważ na przełęczy nigdy nie byliśmy, nie wiedzieliśmy również, czego się spodziewać. Na miejscu zastajemy zaciszną, zaśnieżoną polankę w otoczeniu świerków. Może nie ma imponującej panoramy, ale jest jakoś tak urokliwie. Sama przełęcz ma bardzo ciekawe położenie. Nie dość, że oddziela Dolinę Kościeliską od Chochołowskiej, to jeszcze jest siodełkiem między Ornakiem a Kominiarskim Wierchem. W ogóle ten Kominiarski nas prześladuje na tym wyjeździe, gdzie nie spojrzę tam on 😉

Iwaniacka Przełęcz
Kominiarski Wierch
Tabliczkowo
Zielony Ornak
Nasi nieocenieni pomocnicy
I takie tam z dziubkiem 😉
Po niezbyt długim postoju rozpoczynamy zejście w dół tą samą ścieżką. Wszakże kusiła nas jeszcze trasa na Ornak, jednak warunki wyżej nie są sprzyjające, a "szklane góry" w tym roku zbierają dorodne żniwo. Wiemy na pewno, że na powrocie czekają nas trzy cięższe etapy na szlaku. Patrzymy uważnie pod nogi, żeby nie podjechać i spokojnie dajemy radę tylko z kijami, bez dodatkowych wspomagaczy w postaci raków. Sprawnie pokonujemy kolejne odcinki, aż w końcu zaczynamy mijać pierwszych noworocznych wędrowców. Przed nami pozostaje ostatni zalodzony etap, a potem już tylko spokojnie po kamieniach w dół. Myślałam, że będzie gorzej.

Tomanowy Wierch
Nie było tak źle
Błyszcz i Bystra górujące na Doliną Kościeliską
Droga powrotna zajmuje nam w zasadzie tyle samo czasu, co w górę i po 1h 10minutach jesteśmy przy schronisku. To jednak nie koniec wędrowania na dziś. Odpoczywamy około godziny w pokoju, a o 14:00… 

Wielka Polana Ornaczańska i ponownie masyw Bystrej i Błyszcza
Po prawej stronie polany
Koniec pierwszej wędrówki – schron
tymczasem o 14:00 ruszamy na spacer w stronę przeciwną, czyli nad Smreczyński Staw. Może niekoniecznie na zachód słońca, ale jak najbardziej na wieczorną przechadzkę i oczywiście liczymy że tłumy, które właśnie okupują schronisko, już tam były i nie wrócą. Szlak czarny niezmiennie prowadzi lasem praktycznie po równym terenie z jednym podejściem. Po 25 minutach jesteśmy już na miejscu i tak jak liczyliśmy, jest tylko kilka osób odpoczywających w ciszy 😊 Słońce właśnie chowa się za Liliowe Turnie, a góry pochłania cień. Największe wrażenie robi jednak zamarznięta tafla jeziora, jakby niespodziewanie zatrzymana w ruchu. W tym miejscu mamy okazję po raz pierwszy podziwiać panoramę, ponieważ kiedy byliśmy tu we wrześniu 2014, chmury skutecznie zasłoniły widoki. Smreczyński jest niezwykle czarujący, więc siadamy na jednej z ławek i spokojnie poddajemy się jego urokowi.

W ciszy podziwiamy jak przyroda powoli idzie spać
Ornak góruje nad taflą jeziora
Bystra, Błyszcz, Liliowe Turnie, Siwa Przełęcz i Zadni Ornak
Smreki nad lodową taflą Smreczyńskiego Stawu
Gdy nasze akumulatory zostają naładowane, powoli zbieramy się do drogi powrotnej, która zajmuje 20 minut. Resztę wieczoru spędzamy w schronisku, błogo się relaksując i niechętnie pakując. Już jutro bowiem czeka nas powrót do Bielska, ale nie tak prędko…! Jeszcze będzie jedna wycieczka krajoznawcza 😃

A.N.

01.01.2016



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz