Babka po studencku - Percią Akademików

Zapowiada się piękny czerwcowy dzień, mnie jednak niepokoją delikatne chmury nad Bielskiem. Niby jest ładnie, ale jakoś mam złe przeczucia. Bartek jednak mnie przekonuje i ruszamy do Zawoi.
Tym razem nie kierujemy się do Krowiarek, lecz do Czatoży. Planowo chcemy jeszcze zahaczyć na powrocie o Mędralową. Szukamy miejsca do pozostawienia samochodu i ruszamy niebieskim  szlakiem. Chcemy nim dojść do zielonego, którym dotrzemy aż na Markowe Szczawiny. Tutaj jest upalnie, ale na szczęście idziemy tylko chwilę przez polanę, a dalej już lasem. Jak się okazuje później gubimy szlak i znajdujemy skrót do zielonej drogi, tym samym omijając budkę z poborem opłat. Jakoś nam tak niechcący wyszło ;)
Droga prowadzi wciąż przez las i idzie się przyjemnie, ale według mnie kondycyjnie nie należy do najłatwiejszych.



Nie mniej jednak po 1h 10min docieramy do schroniska. Jest zupełnie pusto. Przez zdobyciem szczytu posilamy się i ubieramy, ponieważ tutaj jest już chłodniej.



Dzisiaj na Babią będziemy podchodzić Percią Akademików, w związku z czym udajemy się w lewo niebieskim szlakiem, by dalej kontynuować podejście żółtym. Wejście na Perć kojarzy mi się z brama do krainy czarów.



Ścieżka jest wąska i wiedze stopniowo między paprociami. Dopiero po ok. 20 minutach teren się odsłania i oczom ukazuje się Królowa Beskidów. Szlak pnie się cały czas w górę i pomimo że jest jednokierunkowy, z naprzeciwka podąża wędrowiec. Po chwili docieramy do pierwszych łańcuchów, przymocowanych raczej asekuracyjnie.
Szlak później zakręca, pojawia się krótki kominek, a dalej znów zbędne łańcuchy.



Obiektywnie, droga jest bez żadnych trudności technicznych, jeśli tylko nie ma się leku wysokości. Przed nami wyłaniają się tym razem klamry, z którymi osobiście nie miałam jak dotąd kontaktu. Raz, dwa, trzy, cztery i koniec żelastwa.



Teraz przed nami ostatnie podejście po głazach. Szczyt jest w zasięgu ręki, ale odczuwamy dość mocne podmuchy wiatru. Z czasem robi się chłodno, a wiatr na szczycie jest lodowaty. Chowamy się za kamienny mur, ale i to nie pomaga. Szybko robimy zdjęcia, widoczność niestety również nie powala i zaczynamy zejście.



Wędrówka grzbietem aż do Przełęczy Brona jest również mało przyjemna. Zimno przeszywa na wylot, pomimo że na dole było ponad 25st. Schodzimy czym prędzej do schroniska, rezygnując tym samym z dalszej wędrówki na Mędralową przez Małą Babią.



Na Markowych o wiele cieplej, więc siadamy na zewnątrz. Wyciągam mapę i na szybko myślę nad powrotnym planem B. Skoro A nie wypalił rozsądną alternatywą będzie podążanie czerwonym do Fickowego Rozstaju i dalej żółtym w dół. Po odpoczynku zmierzamy na właściwa drogę do momentu aż dostrzegam, że szlak jest zamknięty z powodu powalonych drzew… No to plan C. Nie pozostało nam nic innego jak szlak czarny, a potem niebieski do Czatoży. Na szczęście tutaj już nie ma żadnych niespodzianek, a schodzi się przyjemnie. Droga łagodnie prowadzi przez las, dopiero po odbiciu w lewo na szlak niebieski zejście jest ostrzejsze. Suma summarum jesteśmy po niecałych 2h przy samochodzie.
Jednak moje przeczucie tym razem nie zawiodło i Babia nie dała się sobą nacieszyć. Tyle, że Perć zaliczona i godna polecenia :) Kolejna nowa trasa na „starą” górę została rozpoznana.

A.N.

28.06.2014



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza