Śnieżnik i Hala pod Śnieżnikiem - ostatni powiew zimy

Z Masywem Śnieżnika do tej pory nie miałam wiele wspólnego, ale jego wysokość i wybitność przyciągała mnie już od jakiegoś czasu. Górą wzięła swoją nazwę przede wszystkim od długo zalegającej pokrywy śnieżnej, więc nie pozostaje mi nic innego, niż wybrać się tam wraz z ostatnim powiewem kalendarzowej zimy. 
Samochód zostawiam na bezpłatnym parkingu pod lasem na końcu wsi Międzygórze i stamtąd obieram szlak czerwony. Wariant ten przewiduje do schroniska 1h 30 minut marszu i na początek prowadzi szeroką drogą wzdłuż potoku Wilczka. Z rana podłoże wciąż jest mocno zmrożone, więc uważnie stawiam kroki, by się na wstępie nie wyrżnąć 😉 Po kwadransie znakowana droga znika w lesie i wąską, stromą ścieżką pnie się w górę. Organizm, pomimo zimnego poranka od razu zalewa fala ciepła, a pierwsze promienie słońca zaczynają migotać między drzewami.

Szlak czerwony – etap I
Podejście przez las
Niebawem szlak znowu prowadzi szeroką drogą delikatnie w górę, a na horyzoncie pojawiają się pierwsze sudeckie widoki. Potem ponownie wędruję wąską ścieżką z prawie niedostrzegalnym przewyższeniem, a odcinek przez bór świerkowy jest jakiś niebywale magiczny. Finalnie, po 1h 15 minutach bardzo przyjemnego marszu, docieram na Halę pod Śnieżnikiem. Na otwartej przestrzeni daje się odczuć zimny wiatr, ale poza tym pogoda jest fenomenalna – słońce, bezchmurne niebo i do tego piękny widok na plątaninę pasm górskich. Ja tymczasem zmierzam do schroniska, by uzupełnić energię przed atakiem szczytowym. Budynek jest całkiem sporych rozmiarów, posiada 48 miejsc noclegowych oraz dużą, ciepłą jadalnię. 

Schronisko pod Śnieżnikiem

Panorama z hali
Z innej perspektywy
Na szczyt Śnieżnika czeka mnie pokonanie ponad 200 metrów przewyższenia. Cała dzisiejsza wędrówka jakoś niebywale przypomina mi pakiet Pilsko + Hala Miziowa - podobne wysokości n.p.m., schronisko na hali poniżej szczytu i zbliżona skala trudności. Obieram szlak koloru zielonego, który prowadzi przez las praktycznie po równym terenie. Drugi etap wędrówki to marsz szeroką drogą z doskonale widocznym celem - wieżą widokową. Ta, co prawda jest dopiero w budowie, a metalowa konstrukcja wzbudza wiele kontrowersji, ale podczas marszu jest małym drogowskazem – ile jeszcze trzeba zasuwać w górę. Niebawem nachylenie terenu zdecydowanie wzrasta, ale kontynuując porównywanie do Pilska, tutaj jest łatwizna. Śnieg jest mocno ubity, więc czasem nogi nieco uciekają do tyłu, ale finalnie po 30 minutach staję na wierzchołku Śnieżnika. Szczyt jest najwyższym w Masywie Śnieżnika i oferuje cały wachlarz górskich widoków. Zobaczymy nie tylko najbliższe Góry Orlickie czy Bystrzyckie, ale także Karkonosze, Jeseniky, Karpaty, czy nawet wierzchołki w Alpach! 

Szlak zielony na szczyt
Tuż przed wierzchołkiem – granica państwa
Kopuła szczytowa
Widok na Jeseníky
Góry Orlickie
Ponieważ na wierzchołku wiatr wieje z impetem, po kilku zdjęciach nie pozostaje mi nic innego, jak udać się w dół. Wracam najpierw do schroniska z przerwą na pomidorówkę, a potem już do samochodu czerwonym szlakiem. Pogoda utrzymuje się cały dzień, także nawet w godzinach popołudniowych nie brakuje turystów na szlaku, natomiast mnie czeka jeszcze 300km do Bielska.

Wycieczka na Śnieżnik bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Tereny oraz niewymagające szlaki przypadły mi do gustu i chciałabym tu wrócić w porze letniej na dłuższą wędrówkę. To kolejny pozytywny skutek zdobywania KGP – poznawanie nowych pasm górskich oraz nieznanych krajobrazów.


A.P.

13.03.2022




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz