Trasa dla koneserów - Połonina Caryńska, Rawki, Kremenaros


Nad dzisiejszą trasą trochę się zastanawialiśmy. Wszystko przez zdroworozsądkowe myślenie, czy aby nie przesadzimy z odległością i przewyższeniem. Mamy bowiem zamiar machnąć jednego dnia Połoninę Caryńską oraz Rawki i Krzemieniec. Sprawa wygląda następująco: albo dzielimy to na dwie krótsze wędrówki, albo robimy jednego hardcora. Plan B obejmuje górską pętlę, wersja light niestety uwzględnia asfalt. Decyzję zapada. Naszym punktem startowym jest Przełęcz Wyżniańska, na której pojawiamy się kilka minut po 6:00.

Przełęcz Wyżniańska
Na pierwszy ogień leci Połonina Caryńska, na którą czeka nas zaledwie godzina marszu szlakiem zielonym. Idziemy przez łąki i borówczyska, a ścieżka wznosi się umiarkowanie w górę. Każdy zdobyty metr wpływa wprost proporcjonalnie na widoki za naszymi plecami, więc poranna panorama robi wrażenie. Spoglądamy z góry na przełęcz oraz pasmo Działu i Rawek.

Wierch Wyżniański i Rawki
Pasmo graniczne – Wielka i Mała Semenowa oraz Chresty
Połonina Wetlińska
Szybko zdobywamy wysokość
Po 30 minutach widokowej wędrówki docieramy do granicy lasu i tam znikamy, maszerując po wysokich stopniach. Po 15 minutach ponownie wychodzimy na otwarty teren, gdzie pierwszy raz spoglądamy na grzbiet Połoniny Caryńskiej. Czujemy lekkie podmuchy wiatru, a bliskość celu dodaje nam energii. Ostatni odcinek na grzbiet zajmuje nam kwadrans i oto stajemy na węźle szlaków. Co prawda silny wiatr próbuje nas zdmuchnąć ze ścieżki, ale widok w połączeniu z porannym słońcem cudownie ogrzewa nasze twarze i dusze.

Wierzbówka na zboczach połoniny
Grzbiet połoniny
Ścieżka na zachód
Na rozstaju tabliczki zapowiadają zaledwie 10 minut na najwyższy punkt połoniny. Smagani wiatrem podążamy wąską ścieżką na zachód, a szlak wyznaczony został po ścisłym grzbiecie. Co prawda Połonina Caryńska wita nas niezbyt gościnnie, ale z drugiej strony ta pogoda tworzy klimat. Ile to razy słyszeliśmy o trawie głaskanej wiatrem, o podmuchach muskających policzki, to właśnie dzieje się w tym momencie. Tylko cisza, tylko my i tylko wiatr. Podczas wędrówki spoglądamy w lewo na Rawki, które jeszcze dzisiaj mamy zdobyć, na prawo na zielone kopy Pasma Otryt, a przed nami nagle wyrasta pachołek BdPN. Jesteśmy na szczycie.

1297m n.p.m. - Kruhly Wierch - najwyższy punkt Połoniny Caryńskiej
Widok na Połoninę Wetlińską
Przełęcz Wyżniańska oraz Wielka i Mała Rawka
Grzbiet połoniny
Po zdobyciu najwyższego punktu połoniny chwilę podziwiamy widoki, które mamy na wyłączność, po czym ruszamy w dalszą drogę grzbietem Caryńskiej. Szlakowskaz zapowiada do Ustrzyk Górnych 2 godziny marszu, a po drodze będziemy mieli jeszcze jeden wierzchołek połoniny (w sumie posiada ona cztery, ale dwa leżą poza szlakiem). Wędrówka grzbietem nieustannie obfituje w widoki, a obcowanie z połoninami sprzyja rozmyślaniu. Z każdym krokiem nachodzą mnie pozytywne przemyślenia, poczucie wolności i szczęścia. Niepostrzeżenie po 45 minutach pojawiamy się na węźle szlaków i zarazem punkcie widokowym. Jest 8:00 rano, a stojąc w promieniach słońca podziwiamy bieszczadzki krajobraz ❤

Za nami najwyższy punkt Caryńskiej
Wędrówka grzbietem
Krzyżówka szlaków
Za nami
Widokówka na Rawki
Niebawem kontynuujemy wędrówkę szlakiem czerwonym, który za rozstajem odpoczynku powoli traci wysokość. Ścieżka wciąż jest wygodna - nie nastarcza żadnych problemów, trudności czy innych niedogodności. Dzięki temu możemy skupić się na przedziwnym zjawisku oceanu falujących traw. Natura daje nam dziś prywatny koncert,a ten szum jest tak charakterystyczny, że gdy zamykam oczy, pisząc tę relację, wciąż go słyszę… 

Ocean falujących traw
Szlak czerwony z widokiem na grupę Tarnicy
Tracimy wysokość
Niebawem zbliżamy się do granicy lasu, gdzie pojawiają się pierwsi wędrowcy. Na początek czeka nas ostrzejsze zejście wzdłuż barierek, które niebawem przeradza się w szeroką, leśną ścieżkę. Wygodnym czerwonym szlakiem docieramy do Ustrzyk Górnych o godzinie 9:30 i tam robimy krótki postój dla regeneracji nóg. W głowie tymczasem jest wciąż połonina, która nas zaczarowała. Caryńska jest co prawda krótka, ale długość nie ujmuje jej ani kawałka wyjątkowości. 
To jednak nie koniec naszych wojaży na dzisiaj - o 10:00 wracamy do gry 😃 Tym razem odnajdujemy niebieskie znaki, zgodnie z którymi będziemy maszerować na szczyt Wielkiej Rawki. Najpierw musimy pokonać 2,5 kilometra asfaltem, by po uiszczeniu opłaty za wstęp do BdPN, kontynuować wędrówkę. 

Wielka Rawka ➡ 2h 50min
Szlak na szczęście prowadzi lasem i jest to zdecydowanie zbawienne, ze względu na rosnącą temperaturę. Siły na asfaltowej, nagrzanej patelni drastycznie nam spadły, także teraz możemy nieco odetchnąć. Początkowo podążamy po równym terenie z niewielkimi podejściami, a większość trasy pokonujemy po drewnianych podestach. Tempo mamy znakomite i dopiero po upływie 30 minut zatrzymujemy się na posiłek. Akurat pojawia się wiata przy szlaku, więc możemy usiąść w zaciszu drzew. Ruch turystyczny jest całkiem spory, co wcale nie dziwi, ponieważ właśnie teraz jest powszechna pora na wycieczki górskie. Dla nas natomiast jest to nowość, jednak chcąc upiec dzisiaj kilka pieczeni, musimy przystosować się do nowych warunków 😉

Leśny odcinek
Gdy wracamy na szlak, niebawem teren się wyostrza i odtąd nieprzerwanie prowadzi intensywnie w górę. Ścieżka wręcz tnie na krechę zbocza Wielkiej Rawki, całe szczęście wciąż lasem. Jest chłodno, przyjemnie, ale wymagająco kondycyjnie. Dla nas to podejście nie jest dużym wyzwaniem, ponieważ w Beskidach miewaliśmy gorsze, ale uważam, że w Bieszczadach to jeden z trudniejszych kondycyjnie szlaków. Czas mija nieubłaganie i kiedy niebawem wychodzimy na otwarty teren, dostrzegamy obelisk na Wielkiej Rawce, który wcale nie jest blisko...

Grzbiet Wielkiej Rawki
Odtąd kontynuujemy wędrówkę otwartym terenem, ale szlak ani na chwilę nie łagodnieje. Dodatkowo słońce wysysa z nas ostatnie pokłady energii i kiedy idziemy już na oparach, nagle dostrzegam skupisko ludzi przy szlakowskazie. Trochę nie dowierzam, bo oto przed nami wyrasta tabliczka „Wielka Rawka 1304m n.p.m.”, czyli trasę przewidzianą na 3h 30minut machnęliśmy dokładnie 1h 55min! Czujemy w sobie moc! 😁💪 Siadamy na ziemi, pijąc duszkiem wodę i spoglądamy z uśmiechem na Połoninę Caryńską. Jeszcze 4h temu staliśmy na jej grzbiecie, a teraz jesteśmy tu. Już jestem spokojna o czas, mogę po prostu patrzeć i głęboko oddychać.

Tam staliśmy 4h temu
Ustrzyki Górne i Pasmo Tarnicy
W kierunku Małej Rawki
Bieszczadzkie wydmy
Z widokiem na Karpaty Ukraińskie
Po chwili ruszamy dalej, ponieważ Wielką Rawką będziemy mieli jeszcze okazję się delektować. Obecnie zmierzamy na Krzemieniec, zwany z węgierskiego Kremenaros i właśnie ta druga nazwa szczególnie przypadła mi do gustu. Według tabliczek dzieli nas od niego 45 minut wędrówki, a szczyt doskonale widzimy z Rawki. Kremenaros słynie głównie ze styku trzech granic: Polski, Słowacji i Ukrainy, i jest jednym z sześciu trójstyków na terenie naszego kraju. Dla nas ma wartość dodatkową, ponieważ jest najwyższym szczytem słowackiego pasma Bukovské Vrchy, o tyle ważnym, gdyż małymi kroczkami kolekcjonujemy Koronę Gór Słowacji. Wracając do wędrówki - na początek czeka nas zejście niebieskim szlakiem do przełączki rozdzielającej Wielką Rawkę i Krzemieniec. Tym samym docieramy na pas graniczny Polski i Ukrainy, a dalsza droga będzie przebiegać między słupkami granicznymi. By turyści nie opuszczali terytorium Polski, szlak patrolują pogranicznicy.

Krzemieniec widziany z Wielkiej Rawki
Pas graniczny
Przebieg szlaku niebieskiego wzdłuż granicy
Szlak prowadzi ścieżką wśród krzewów, w niedalekiej odległości lasu. W samo południe dosłownie nas przypieka, a energia ulatnia się wraz z litrami wylewanego potu. Podejście nie jest wymagające, ale jesteśmy najzwyczajniej zmęczeni. Po około kwadransie stajemy na szczycie Krzemieńca, a 200 metrów poniżej wierzchołka znajduje się granitowy słup, wskazujący punkt styku terytoriów państw i parków narodowych. Po każdej stronie obelisku znajduje się godło państwa oraz nazwa w ichniejszym języku. Sam szczyt jest zalesiony, więc o widokach możemy zapomnieć, ale miejsce jest i tak ciekawe. Poza trójstykiem znajduje się tu bowiem kapsuła czasu, którą można otworzyć dopiero 28 maja 2031r. My tymczasem znajdujemy miejsce w cieniu drzew i regenerujemy siły przed dalszą wędrówką.

Szczyt Krzemieńca
Tabliczka
Kapsuła czasu po stronie ukraińskiej
W trzech miejscach jednocześnie 😉
Po odpoczynku czas na Wielką Rawkę po raz drugi. Pogoda wciąż dopisuje, a droga powrotna zajmuje nam 35 minut. Szczyt jest znakomitym punktem widokowym, a niewielka połonina na jego wierzchołku jest zachowana w najbardziej naturalnym stanie w całych Bieszczadach. Ruszamy w kierunku obelisku, położonego na grzbiecie Wielkiej Rawki, 2m poniżej szczytu. Idziemy szlakiem żółtym pośród lekko rudych połonin i urzeka mnie to miejsce jeszcze bardziej niż poranna Caryńska. Jest w tym krajobrazie coś nieskazitelnego, a zarazem niesamowicie bogatego estetycznie. Polska, Słowacja, Ukraina, wszystko na wyciągnięcie ręki, wszystkie pasma niczym wyspy pośród bieszczadzkiego oceanu. 

Grzbiet Wielkiej Rawki
Mała Rawka w promieniach słońca

Szeroki Wierch, Tarnica i Bukowe Berdo
Pozostałości wieży triangulacyjnej
Połonina Wetlińska, Dział i Mała Rawka
Podążamy wciąż żółtym szlakiem w kierunku ostatniego szczytu na dzisiejszej mocarnej trasie. To czwarta pieczeń serwowana na gorąco – Mała Rawka. Na początek niewielkie zejście szeroką ścieżką, a następnie oczekujemy podejścia. Tyle że w rzeczywistości żadnego podejścia nie ma i po kwadransie jesteśmy już na szczycie. Wierzchołek jest opustoszały, więc siadamy na chwilę pomedytować. Widok w zasadzie niczym nowym nas nie zaskakuje, z wyjątkiem grzbietu Działu ciągnącego się aż do Wetliny.

Mała Rawka - 1267m n.p.m.
Wielka Rawka ❤
Niebawem ruszamy w dół i odtąd już tylko w dół 😊 Zejście szlakiem zielonym przebiega niezbyt szeroką ścieżką po luźnych kamieniach i skalno-drewnianych stopniach. Nie brakuje również turystów idących w górę. Po około 5 minutach znikamy w lesie i teraz już w cieniu intensywnie tracimy wysokość. Czuję powoli obolałe stopy i pomimo że buty są naprawdę wygodne, to kilometry robią swoje. Nie ma co ukrywać, jesteśmy zmęczeni i trasa do bacówki przewidziana na 30 minut zajmuje nam nieco więcej. Na miejscu odpoczywamy przed ostatnim etapem tego dnia, obserwując bacówkę, która wyglądem przypomina mi tę na Rycerzowej. Moją uwagę również zwraca uprzejmość gospodarzy obiektu, którzy swoim zwyczajem w celu odebrania zamówienia wołają turystów po imieniu (wcześniej zapisanym). 

Bacówka pod Małą Rawką
Do samochodu pozostało zaledwie 15 minut wędrówki. Marzymy o zamknięciu pętli na Przełęczy Wyżniańskiej i sytym obiedzie w Wetlinie. Ostatni odcinek trasy kradnie moje serce totalnie. Szlak przebiega po szerokiej drodze wśród polan z niesamowitym widokiem na Połoninę Caryńską. To właśnie tam rozpoczynaliśmy nasz dzień. Te 26 kilometrów wymagało nie lada wysiłku, ale było też pełne nostalgii. Caryńska uchyliła przed nami rąbek jesiennej aury, Rawki pokazały że Bieszczady to nie tylko lekkie podejścia, a Kremenaros urzekł mnie swą dźwięczną nazwą. Z każdym dniem Bieszczady pochłaniają mnie coraz bardziej i boję się, że ta magia mnie opęta, choć właściwie już za późno na antidotum. Serce owszem zostawiłam w Tatrach, ale duszę skradły mi Bieszczady…

Mogłabym jak ta samotna jarzębina kołysać się na wietrze…

A.N.
04.08.2016
 


4 komentarze:

  1. Przy takiej pogodzie też bym cisnęła tę pętlę. Co tam, że potem nogi bym niosła pod pachą i klęła na czym świat stoi. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli lubicie całodzienne wycieczki polecam też bardzo trasę tzw. Bieszczadzkiej Koronki. Startując w Wetlinie szlakiem żółtym bądź zielonym wdrapujemy się na zalesiony Jawornik, dalej przez Paprotną z ładnymi polanami widokowymi, następnie Riaba Skała z przepięknym widokiem na stronę Słowacką. Później wędrówka praktycznie pustym szlakiem granicznym przez Czoło, Kamienną i Czerteż. W końcu dojście do Krzemieńca i prosto na Wielką i Małą Rawkę. Stamtąd Działem do Wetliny. Pełna pętla to ok. 35 km. Trasa nie ma oszałamiających widoków przez cały czas (sporo lasem), ale jest pięknie, spokojnie i zupełnie pusto (do Krzemieńca turystów można liczyć na palcach ręki). Przygoda fantastyczna :)
    ps. nazwa Kremenaros nie pochodzi z ukraińskiego, a z węgierskiego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Propozycję trasy mam już w planach "na następny raz" ;) Dziękuję za uwagę, już poprawiam!

      Usuń