Pochmurna Połonina Wetlińska i specyficzna Chatka Puchatka


Skoro Bieszczady słyną z połonin, to na pierwszą wędrówkę decydujemy się na Połoninę Wetlińską. Interesujący nas szlak żółty startuje w centrum Wetliny obok sklpeu ABC, a fakt że stacjonujemy właśnie w tej miejscowości, pozwala nam zaoszczędzić czas na dojazd. Na szlaku pojawiamy się około godziny 7:00 i choć na niebie kłębią się ciemne chmury, to optymistycznie liczymy na rozpogodzenie. Połonina Wetlińska rozciąga się od miejscowości Smerek, aż do Berehów Górnych, ale zdobyć można ją na kilka sposobów. My decydujemy się podchodzić od Przełęczy Orłowicza, więc na grzbiet czeka nas około 2 godzin marszu. Najpierw pokonujemy krótki odcinek asfaltem, po czym wchodzimy na ścieżkę wiodącą przez polany.

Kierunek Wetlińska!
Aura na razie ponura
Polana
Podłoże po wczorajszym deszczu jest nieco błotniste, ale sprawnie omijamy najgorsze odcinki. Po chwili znikamy w lesie i oficjalnie wchodzimy do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ścieżka prowadzi nas umiarkowanie w górę, czasem zmieniając się w drewniane podesty. Na szlaku panuje wszechobecna cisza i spokój, którą „zakłóca” jedynie śpiew ptaków. Cudowny las liściasty otacza nas z każdej strony, a w powietrzu czuć zapach Bieszczadów. 

Schron, podesty i las
Po upływie 1h 15min docieramy do charakterystycznego zespołu skalnego, skąd pozostaje nam zaledwie 30 minut do Przełęczy Orłowicza. Niestety z każdym zdobytym metrem wzwyż, wchodzimy coraz głębiej w chmury. O 8:45 meldujemy się na wspomnianej przełęczy, gdzie zostajemy przywitani przez zimny wiatr. Wskakujemy szybko w kurtki i rozglądamy się wokół, a raczej próbujemy dostrzec we mgle choćby jeden centymetr nadziei na polepszenie pogody. Niestety nadaremno… 

Przełęcz Orłowicza
Tak nas wita Połonina Wetlińska
Z powodu chłodu nie zwlekamy z dalszą wędrówką i niezwłocznie ruszamy szlakiem czerwonym w lewo. Naszym celem jest teraz szczyt Smerek, na którego musimy się nieco cofnąć. Widoczność sięga zaledwie kilku metrów, a wiatr hula na grzbiecie w najlepsze. Smagani silnymi podmuchami nie dajemy za wygraną i wciąż przemy w górę. Po 15 minutach, tuż przed wierzchołkiem, pojawia się iskierka nadziei na rozpogodzenie. Dostrzegamy w dole miejscowość Smerek i kilka wzniesień, by po chwili wszystko zniknęło w otchłani mgieł. O 9:00 stajemy na turystycznym wierzchołku Smereka, bo ten właściwy, wyższy nie jest udostępniony. Leży on jednak na wyciągnięcie ręki, ale ponieważ i tak nic nie widać, to darujemy sobie jego zdobycie. Czekamy jeszcze tylko moment, rozglądamy się wokół, po czym ruszamy dalej.

Chwilowe rozpogodzenie
Szczyt - 1222m n.p.m.
Wracamy do Przełęczy Orłowicza tą samą drogą, by potem kontynuować wędrówkę szlakiem czerwonym przez Połoninę Wetlińską. Nieco zniechęceni podążamy przed siebie, gdy wtem chmury leniwie zaczynają się rozstępować. Połonina powoli pokazuje nam swoje oblicze. To właśnie ten moment, kiedy idziemy grzbietem, mgły powoli odsłaniają horyzont, a wokół słychać charakterystyczny szum traw muskanych wiatrem. Nagle wszystko się zmienia, wszystko łagodnieje. Tą melodią mogłabym się upajać codziennie. 

Chmury zaczynają się rozstępować
Smerek wciąż we mgle
W dole wieś Smerek
Pierwsze spojrzenie na połoninę…
Po 20 minutach ponownie znajdujemy się na Przełęczy Orłowicza i dalej szlakiem czerwonym kontynuujemy wędrówkę. Chmury podnoszą się na tyle wysoko, że wszelkie widoki są dostępne dla naszych oczu. Obserwujemy w oddali Smerek, z przodu wyłania się Hnatowe Berdo i Osadzki Wierch. Podążamy grzbietem Szarego Berda, a przed nami rozciąga się rozległa połonina. Do naszych uszu dociera charakterystyczny szum traw, znany dotąd tylko z opowieści. Teraz wiemy, że istnieje naprawdę… 

Grzbietem Szarego Berda
W oddali Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo
Za nami Smerek
Wędrówka mija spokojnie. Otoczenie jest przyjemne, ale mimo wszystko brakuje nam słońca. Chciałabym zobaczyć rozświetlone źdźbła traw otulone rosą, delikatnie oświetlone zbocza i skrawek błękitnego nieba. Na razie to tylko marzenia. Niebawem mijamy niewielką kępę drzew, a potem ponownie maszerujemy wśród traw w kierunku najwyższego punktu połoniny – Osadzkiego Wierchu. Szlak prowadzi cały czas po umiarkowanie równym terenie z niewielkimi podejściami, a miękkie podłoże kompletnie nie męczy nóg.

Wierzbówka i Osadzki Wierch
Ta trasa już za nami
Po nieco ponad godzinie wędrówki zbliżamy się do Osadzkiego Wierchu. Postanawiamy jednak zrobić przerwę na wzniesieniu kilkanaście metrów wcześniej, ponieważ szczyt okupują tłumy turystów. My siadamy w ciszy i spokoju na formacjach skalnych w pobliżu Hnatowego Berda, na temat którego dawni mieszkańcy Bieszczadów snuli legendy. Jedną z nich była opowieść o rycerzu Hnacie, który poślubił zakazaną mu dziewczynę. Gdy Węgrzy napadli na wieś i zginęła jego ukochana, Hnat polował na połoninie. Biedak z rozpaczy skoczył konno z urwiska i się zabił. Tymczasem my nie zważając na legendy, zajadamy kanapki i podziwiamy otaczające nas grzbiety. Rozmawiamy, chłoniemy, odpoczywamy.

Hnatowe Berdo
Połonina Wetlińska
Niebawem ruszamy na wierzchołek o wysokości 1253m n.p.m., a szlak przebiega ścisłym grzbietem po skałach. Na szczycie wprawdzie ciężko znaleźć wolny kamień, ale widoki są bardzo przyjemne. Z Osadzkiego Wierchu doskonale widać dalszy przebieg szlaku połoniną oraz jej kulminacyjny punkt - schronisko Chatka Puchatka. W oddali majaczy również Połonina Caryńska oraz inne bieszczadzkie wzniesienia.

Hasiakowa Skała, Chatka Puchatka i w oddali Połonina Caryńska
Na szczycie nie zabawiamy zbyt długo. Schodzimy ostrożnie po kamieniach i dalej po równym terenie trawersujemy zbocza Roha. Przed nami ostatni odcinek grzbietem Połoniny Wetlińskiej, czyli około 45 minut marszu. Szlak prowadzi po równym terenie z niewielkimi podejściami, kierując nas wprost do schroniska. Całość jest jak najbardziej widokowa, a zewsząd otaczają nas połacie traw. Na tym odcinku spotykamy najwięcej turystów, niewątpliwie skuszonych bliskością szczytu od popularnego obiektu.

Schodzimy
Szlak trawersuje zbocza Roha
Za nami Osadzki Wierch, Roh i tłumy
Na horyzoncie Hasiakowa Skała i Chatka Puchatka
Schronisko położone jest tuż pod szczytem Hasiakowej Skały, skąd możemy podziwiać Połoninę Caryńską, pasmo Tarnicy i Rawki. Sama Chatka Puchatka jest najwyżej położonym schroniskiem w Bieszczadach, powstałym w latach 50., ale dopiero od 1967r. działa jako całoroczny obiekt PTTK. Większość tego czasu gospodarzem chatki jest słynny Lutek Pińczuk. Schronisko jest ciasne i panują w nim spartańskie warunki (włącznie z dowożeniem wody z odległego źródła), ale ma swój niepowtarzalny urok. Mnie niestety miejsce kojarzyć się będzie również z toaletą umieszczoną na szczycie Hasiakowej Skały, z której „aromat” był tak intensywny, że wręcz uciekałam ze szczytu. Odpoczywamy tymczasem na tyłach schroniska, wśród tłumów turystów.

Hasiakowa Skała – 1231m n.p.m. z widokiem na Połoninę Caryńską i pasmo Tarnicy
Szerszy kadr
Chatka Puchatka
1228m n.p.m.
Po zregenerowaniu sił ruszamy szlakiem żółtym, który jest jednym z najpopularniejszych szlaków w całych Bieszczadach. Droga w kierunku Przełęczy Wyżniej początkowo jest szeroka i pokryta przez luźne kamienie, z czasem coraz ostrzej schodzi w dół, a pod nogami pojawia się odrobina błota. Turyści wciąż szturmują w górę, tymczasem my na pierwszym rozstaju uciekamy w prawo zgodnie z czarnymi znakami. Mają one za zadanie doprowadzić nas do punktu Wetlina Osada. 

Początek żółtego szlaku
Rozstaje
Ścieżka zwęża się wprost proporcjonalnie do otaczających nas ludzi, a po upływie 20 minut wychodzimy na widokową łąkę. Pogoda na dole jest niewiarygodnie piękna, a chmury, które towarzyszyły nam przez cały dzień na połoninie, nagle znikają niczym kamfora. Po kwadransie mijamy pole namiotowe, by niebawem dotrzeć do drogi 897, prowadzącej do Wetliny. Na kwaterę pozostaje nam 5km monotonnego marszu.

Połonina Wetlińska w promieniach słońca
Szlak przez polany
Połonina Wetlińska pomimo braku błękitnego nieba i słońca, dała nam coś o wiele ważniejszego - charakterystyczny szum wiatru i ocean falujących traw. Choć pozostaje pewien niedosyt, to jestem pewna, że będzie jeszcze okazja wędrować jej grzbietem. To piękne, unikalne miejsce ❤ My tymczasem regenerujemy się przed kolejną wędrówką, spożywając lokalne przysmaki 😉

😈
A.N.
02.08.2016




2 komentarze:

  1. Wredna pogoda, wredna. Fajnie, że się rozpogodziło, ale mnie takie rozpogodzenia "po wszytskim" strasznie irytują. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, ale z drugiej strony jest motywacja do powtórki ;)

      Usuń