Pętla przez Beskid Sądecki - Jaworzyna Krynicka, Bacówka nad Wierchomlą, Słotwiny

Z Beskidem Sądeckim jakoś wciąż było nam nie po drodze, a właściwie nie z całym łańcuchem, ale pasmem Jaworzyny. W styczniu postanawiamy ten stan rzeczy zmienić i zapuszczamy się do Krynicy Zdrój w styczniowy weekend. Choć początkowo nic nie zapowiada opadów śniegu, to pogoda okazuje się łaskawa i w nocy biały puch spada z nieba niczym noworoczny prezent. Kiedy pogrążamy się w głębokim śnie, Pani Zima odkręca również kurek z temperaturą i tak w piątkowy poranek termometry wskazują -20°C. Przygodę czas zacząć!

Około 8:30 pojawiamy na parkingu pod wyciągiem na Jaworzynę Krynicką i póki nie ma tłoku kupujemy bilety na kolejkę. Koszt jazdy w górę wagonikiem wynosi 28zł, ale my jeszcze dorzucamy 10zł, by wejść na platformę widokową na szczycie. W styczniu gondola startuje o 9:00, więc czekamy spokojnie na otwarcie, po czym w nie więcej niż 10 minut dostajemy się na górę.

Kolej na Jaworzynę Krynicką
Na szczycie najpierw udajemy się na opłaconą wcześniej platformę widokową, która znajduje się na dachu górnej stacji kolei linowej. Metalowy chodnik pozwala na podziwianie panoramy 360°, a przy dzisiejszym ostrym powietrzu jest co podziwiać. Spoglądamy nie tylko na ogromne, białe Tatry, ale także na Beskidy Sądecki, Niski, czy nie tak odległe Bieszczady. Sam wierzchołek o wysokości 1114m n.p.m. nie jest szczególnie widokowy, więc bardzo polecam skorzystanie z platformy.

Szczyt i górna stacja kolei
Tatry
Beskid Sądecki
Beskid Niski i w oddali Bieszczady
Platforma widokowa
Niebawem opuszczamy gwarny i tłoczny od narciarzy wierzchołek i udajemy się szlakiem zielonym do schroniska PTTK Jaworzyna Krynicka. To oddalone jest o kwadrans drogi od szczytu i położone na północnym zboczu góry. Budynek faktycznie usytuowany jest w zacisznym miejscu, a spore rozmiary pozwalają na nocleg 50 osób. Duża jadalnia również pomieści wielu wędrowców, więc to idealne miejsce na złapanie oddechu. Ponieważ my nie zdążyliśmy się jeszcze zmęczyć, to odwiedzamy schronisko z czystej ciekawości, po czym wracamy do rozstaju pod Jaworzyną. 

Schronisko
Naszym kolejnym celem jest Bacówka nad Wierchomlą, oddalona o około 5 kilometrów. Obieramy zatem szlak czerwony, który najpierw doprowadzi nas na Runek. Szlak pokrywa niewielka warstwa śniegu, a szeroka droga wiedzie z niewielkimi przewyższeniami. Trasa jest kompletnie niemęcząca, ale niestety cały czas przebiega lasem. Dopiero na szczycie Runek odsłania się przed nami pasmo Tatr, a wędrówka grzbietem wprowadza nieco świeżości.

Szlak prowadzi lasem
Pogoda żyleta!
Runek
Niebawem docieramy do kolejnego rozstaju i opuszczamy Główny Szlak Beskidzki na poczet wariantu niebieskiego. Ścieżka wciąż wiedze lasem, teraz dla odmiany nieco w dół. Ten odcinek dłuży mi się najbardziej, chociaż kiedy wychodzimy na rozległe białe pole, robi się jakby ładniej. Niedługo docieramy do bacówki, a wyborna pomidorówka daje zastrzyk dodatkowej energii, tak iż nawet nie powalająca wędrówka zaczyna cieszyć. Schronisko oferuje zróżnicowane noclegi, a jadalnia podzielona na dwie części pomieści sporo turystów. Wewnątrz jest przytulnie, a budynek otacza duża polana z widokiem na Tatry. Bardzo przypada mi to miejsce do gustu, jest klimatycznie 😊

Rozstaj szlaków poniżej Runka
Polana Gwiaździsta
Bacówka nad Wierchomlą
Widok na Tatry
Jurtostan
Po odpoczynku czeka nas powrót do rozstaju Czubakówka, ponieważ aktualnie zmierzamy na Słotwiny i nie tak dawno postawioną tam wieżę widokową. To oznacza, że musimy się cofnąć 3 kilometry, by dotrzeć do interesującego nas szlaku. Odcinek mija niespodziewanie szybko, chociaż w przeciwną stronę niesamowicie się dłużył. Niestety szlak niebieski na całej swej rozciągłości prowadzi lasem, a obniżające się z każdą godziną słońce sprawia, że krajobraz niebawem robi się mroczny. Dopiero w okolicy szczytu Bukowinka pojawia się panorama na Beskid Niski, by za moment wyłoniła się przed nami drewniana konstrukcja. Słotwiny to jedna z wielu budowli, oferująca spacer wśród koron drzew i jesteśmy ciekawi, czym się wyróżni od swoich poprzedniczek. Na początku oczywiście konstrukcja robi wrażenie, a dostanie się na samą górę przyprawia o zawrót głowy, jednak na szczycie nie czeka Was nic zaskakującego. Owszem uświadczycie widoku na Beskid Sądecki i Niski, ale już Tatry są poza zasięgiem. Dodatkowo budowle w Czechach, na Słowacji, czy nawet w rodzimym Świeradowie zwieńczone są spektakularną platformą widokową, natomiast Słotwiny mają niewielki podest na końcu trasy. Kompletnie nie porwała mnie ta atrakcja i jeśli kusi Was jej odwiedzenie to zdecydowanie odradzam wydania 55zł, a w zamian proponuję czeską Stezke Valaska. Tam jest super, tu tylko przeciętnie. 

Bukowinka i widok na Beskid Niski
Ścieżka wśród koron drzew
Widok na Beskid Sądecki
Beskid Niski
Miłość nie zaiskrzyła 😉
Do samochodu na szczęście pozostaje nam tylko 2 km, więc nieco zmarznięci i zawiedzeni wracamy na parking u stóp gondoli. Beskid Sądecki mnie nie porwał. Nie wiem, czy to niezdecydowana pora roku, czy długie leśne odcinki, ale Pasmo Radziejowej dużo bardziej przypadło mi do gustu. Bacówka nad Wierchomlą była dziś zdecydowanym liderem, a na zachód słońca polecam platformę widokową na Jaworzynie. Może wrócę w te rejony w letni upalny dzień, by posmakować innego krajobrazu, ale chyba nie wyczuwam w sercu pośpiechu... 😉

A.P.

07.01.2022




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz