Zimowy spacer do Bacówki na Rycerzowej

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia w końcu zaczął sypać śnieg. W górach zrobiło się biało, więc nazajutrz po Beskidzie Śląskim planujemy wypad w Beskid Żywiecki. O tej porze roku i w takich warunkach nie było nam jeszcze dane odwiedzić Rycerzowej, więc właśnie tam uderzamy 27 grudnia.
Wyjeżdżamy z Bielska o 8:00, podczas gdy zaczynają się pojawiać pierwsze promienie słońca. Mróz ok. -12st, więc warun sprzyjający. Po 9:00 docieramy do Soblówki i stamtąd zaczynamy trasę szlakiem czarnym. Według informacji ze schroniska, które pojawiły się w przeddzień na FB, ten jest przetarty. Na powrocie najwyżej sami będziemy przecierać. Szlak początkowo wiedzie droga asfaltową przez las. Dopiero po 35 minutach zaczyna piąć się ścieżką w górę.


Od tego momentu idziemy cały czas równomiernie pod górę. Szlak jest przyjemny i niezbyt wymagający. Droga szybko leci, a co jakiś czas zauważamy na śniegu ślady saren i zajęcy. Po 1h i 30 minutach marszu przed nami pojawia się bacówka na Hali Rycerzowej.



Podchodzimy nieco wyżej by zweryfikować widoczność. Niestety tego dnia Tatry są schowane, ale widoki i tak fantastyczne. Pierwszy raz widzę otoczenie Rycerzowej w pełni pokryte śniegiem. Jest magicznie.



Ze względu na średnią widoczność nie zmierzamy na szczyt i wchodzimy do Bacówki. Wstyd się przyznać, ale po mimo że bywałam już na Hali niejednokrotnie w bacówce jestem po raz pierwszy. Wewnątrz jest klimatycznie i górsko, jak na schronisko przystało. Turystów nawet sporo. Znajdujemy dla siebie kącik i pijemy ciepłą herbatę, równocześnie podziwiając zimowy krajobraz za oknem.
Po niecałej godzinie leniuchowania, zbieramy się do drogi powrotnej. Podchodzimy kawałek do Przełęczy Halnej, by odbić w prawo za zielonymi znakami. Spoglądam za siebie raz jeszcze na szczyt, halę oraz bacówkę.





Kolejny rozstaj szlaków znajduje się na Małej Rycerzowej, gdzie docieramy po 10 minutach marszu. Skręcamy również w prawo i podążamy wzdłuż hali. Tutaj leży więcej śniegu, który zapewne jest nawiewany przez wiatr. Szlak mało uczęszczany, ale nie wymaga potrzeby przetarcia. Śnieg nie jest twardy, a po puchu wędruje się przyjemnie :)



Na końcu hali szlak zielony łączy się na moment z żółtym, by po 10 minutach znowu się rozdzielić i odbić w lewo. Teraz zaczynamy dosyć ostre podejście na Wiertałówkę, po którym następuje jeszcze ostrzejsze zejście. Puch amortyzuje kolana, ale niestety trzeba uważać na leżące pod nim kamienie. Niecałe 0,5h zajmuje nam dotarcie do Przełęczy Kotarz. Skręcamy w prawo niebieskim szlakiem, którym dojdziemy wprost do samochodu. Jak zauważamy jesteśmy dziś pierwszymi osobnikami, które wybrały tę drogę. Jest ona nieprzetarta, ale idzie się przyjemnie. Po 30 minutach szlak ponownie łączy się z żółtym i stąd został nam zaledwie kwadrans do końca wędrówki.
Po raz kolejny przekonuje się, że zima to najpiękniejsza pora roku w górach. No może depcze jej po piętach jesień :) Turystów jest zdecydowanie mniej, a wędrówkom towarzyszy cisza. Mam nadzieje, że w tym roku zima porozpieszcza  i zawita w Beskidy na dłużej.
I nawet pojawił się plan na ten rok! Zdobyć zimą główne szczyty Beskidu Śląskiego, Małego i Żywieckiego :D

A.N.

27.12.2014
 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza