Eksplozja barw i widoków - Połonina Caryńska

Ustrzyki Górne parking. Drugi dzień z rzędu zostawiamy tu samochód, by wyruszyć w Bieszczady Wysokie, tym razem jednak idziemy w przeciwnym kierunku. Połonina Caryńska rok temu przywitała nas bardzo wietrznie i jestem ciekawa, czy jesienią będzie łaskawsza, czy tak jak każde inne wzniesienie będzie próbowało nas zdmuchnąć. Poranek jest wyśmienity.

Kierunek Caryńska!
Poranek :O
Ruszamy czerwonym szlakiem, którym w zeszłym roku schodziliśmy i zastanawiam się, czy cokolwiek pamiętam z tamtej wędrówki. Ówczesny zielony, bujny las obecnie mieni się paletą jesiennych barw, a podejście w takich warunkach jest rewelacyjne. Szeroka droga pośród buczyny umiarkowanie wznosi się w górę i rozgrzewa nas w mgnieniu oka. Słońce próbuje się przedrzeć przez korony drzew, ale póki co tylko rozświetla krajobraz, co potęguje wzrokowe doznania. 

Idę…
Szybko zdobywamy wysokość, równomiernie stawiając kroki i narzucając solidne tempo. Nigdzie nam się nie spieszy, ale dusza już chce być na połoninie, a stopy pragną dotknąć tej miękkiej ziemi. Po 50 minutach faktycznie wyłaniamy się z lasu i robimy krótki postój na pączuszka 😉
Po chwili ruszamy dalej i wyłaniamy się na otwarty teren, gdzie oczywiście wieje. Wcale nas to nie dziwi, ale jeśli ten wiatr powoduje słodki szum traw i melodyjny świst powietrza, to może sobie wiać. Rude, spalone słońcem źdźbła, kładą się na ziemi od podmuchów, a błękitne niebo cudownie odcina się od wzniesień. Jest genialnie! 


Opuszczamy buczynę na poczet widoku na Rawki
Ocean falujących traw
Stawiam mocno kroki, a gleba połonin jakby mnie delikatnie odbija. Południowy wiatr nie daje za wygraną i im wyżej się wspinamy, tym mocniej wieje. Po Caryńskiej nie drepta zbyt wiele osób, więc możemy delektować się ciszą i w spokoju zdobywać kolejne metry.
Po 1h 30 minutach zdobywamy samiutki szczyt połoniny, gdzie przewija się tylko kilka osób, nie zatrzymując się na dłużej, ale lecąc dalej na jej wyższy wierzchołek, bo ma ona dwa takie widokowe punkty. W zasadzie cała jest widokowa, ale te są najwyższe. Dziś przejrzystość powietrza jest cudowna – po raz kolejny hipnotyzują mnie Rawki, grzbiet połoniny delikatnie faluje na wietrze, za nami najwyższe szczyty Bieszczadów błyszczą w słońcu, a po prawej pasmo Magury Stuposiańskiej mieni się we wszystkich odcieniach jesieni. Siadam na trawie i głośno wzdycham. Czy mogę tutaj zostać…? 


Na północ Magura Stuposiańska
Na południe Rawki
Na zachód grzbiet Połoniny Caryńskiej
Początkowy plan na dziś zakładał ucieczkę w prawo na szlak zielony w kierunku Przysłupu Caryńskiego, ponieważ dalszą część połoniny przeszliśmy w zeszłym roku. Patrząc natomiast na to wszystko wokół, teraz w naszych głowach plan nieco się modyfikuje. No bo przecież jest tak pięknie, że żal schodzić z tych wniesień w doliny… Dlatego po solidnym odpoczynku wprowadzamy zmiany w życie i wędrujemy czerwonym szlakiem przez grzbiet połoniny. Pomimo, że nieustannie wieje, to jest naprawdę ciepło, tak iż spokojnie można śmigać w krótkich spodenkach. Jesień nas w Bieszczadach rozpieszcza, a stare wygi będące tu co roku, mówią że takiej pięknej jesieni nie pamiętają. 

Z Caryńskiej na Dział
Tam zmierzamy
Po 35 minutach docieramy na najwyższy szczyt połoniny, który jest skutecznie okupowany przez turystów docierających z trzech stron – Berehów, Przełęczy Wyżniańskiej oraz jak my z Ustrzyk. Miejsca na szczycie jest na szczęście dość, my akurat chowamy się za skały, gdzie doznajemy nieco samotności na południe, by potem przenieść się na zbocza północne w promienie słońca. Widok jest równie niesamowity co z grzbietu, więc i tu rozsiadamy się na dłużej. 

Tam gdzieś jest Wetlina
Połonina Wetlińska
Pasmo Magury Stuposiańskiej
Przysłup Caryński
Tam byliśmy wczoraj – Tarnica i Bukowe
Przełęcz Wyżniańska
Nowy outfit trekkingowy – sezon jesień 2017
Nasz dalszy plan również nieco się zmienia. Samochód wszakże mamy w Ustrzykach i tam musimy wrócić, natomiast nie chcemy cisnąć ponownie grzbietem. Postanawiamy zejść do Przełęczy Wyżniańskiej, a stamtąd podreptać jeszcze do bacówki pod Małą Rawką ze względu na bardzo przyjemną ścieżkę. Ale póki co najpierw trawersujemy Caryńską, by po chwili zniknąć w lesie i szybko tracić wysokość. Po kwadransie wychodzimy na otwarty teren, zrzucamy zbędne ciuchy i lekkim krokiem idziemy w dół. Otoczenie jest bajkowe… 

Połonina Wetlińska
Jesień :D
Za nami
Po 30 minutach znajdujemy się już na przełęczy, gdzie wyciągamy nogi na jednej z ławek i wygrzewamy się niczym leniwce 😀 Nim ruszymy dalej, postanawiamy odpocząć i podelektować się tą wspaniałą pogodą. A potem ruszamy na spacer śladami wspomnień, czyli wspominając lato zeszłego roku i porównując do tegorocznej jesieni. Otoczenie jest magiczne, kolory mienią się wszędzie wokół, ale muszę przyznać, że pomimo iż jesień jest bardziej nostalgiczna i to jest właśnie TA moja pora roku, to lato w Bieszczadach uwiodło mnie bardziej… 💗

A Was co bardziej urzeka…?
Po 15 minutach pijemy zimną colę w bacówce, po czym wracamy na przełęcz, skąd musimy dostać się do Ustrzyk. Niestety nie ma co liczyć na busa, który właśnie nam uciekł, więc pozostaje przemierzyć z buta 6 kilometrów asfaltu lub ponownie liczyć na stopa. I wyobraźcie sobie, że idziemy niespełna minutę, kiedy zatrzymuje się terenówka i bierze nas do samiutkich Ustrzyk. Wędrowcy z Rzeszowa mają nas po drodze 😊

Bieszczady Wysokie
I tak kończy się kolejny dzień w Bieszczadach – w promieniach słońca i z uśmiechem na ustach.
Połonina Caryńska ze względu na centralne położenie jest jedną z najlepszych opcji widokowych w polskich Bieszczadach, a przy niewielkim nakładzie fizycznym można doświadczyć tam cudów natury. Lubię tu wracać, byliśmy latem o poranku, byliśmy jesienią w ciągu dnia. Wtedy nieco zwolniłam i nabrałam dystansu. Podczas pobytu w Bieszczadach ciągle mi czegoś brakowało, ciągle było czegoś za mało, ciągle coś było nie tak. I choć pisze o nich tak pięknie, to dopiero po powrocie do domu dotarło do mnie, że właśnie ta pustka i minimalizm była wszystkim czego potrzebowałam. I choć zamiast iść nazajutrz na kolejną wędrówkę miałam ochotę już wyjechać, to teraz pragnę znów tam być. Dlatego tak ważne są marzenia – nie tyle ich spełnianie, co posiadanie…

A.N.

18.10.2017



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz