W końcu rude! - na Kasprowy przez Liliowe


Trasa na Kasprowy Wierch przez Liliowe chodziła mi po głowie od dawna. W zasadzie od dwóch lat planowałam ją zrealizować późną jesienią, jednak skutek był taki, że albo nie było pogody, albo śnieg już na dobre zagościł na wysokościach. Kiedy pojawiamy się w październiku w Tatrach, a okoliczności sprawiają, że mamy jeden dzień extra na wędrówkę, od razu nastawiamy się właśnie na Kasprowy od strony Przełęczy Liliowe. Tym razem się udało.
Po nocy przespanej na tabletkach przeciwgorączkowych wstajemy o 5:00, pokonujemy samochodem odcinek Nowa Leśna – Zakopane i na miejscu pojawiamy się nieco przed 8:00.

Taki poranek 😀
Kiedy wysiadamy z samochodu wdychamy ostre, jesienne powietrze i organizm przestawia się na tryb górski. Cholera, jak mi tego brakowało…! Pierwszy odcinek do Kuźnic pokonujemy szybkim krokiem, żeby się rozgrzać w ekspresowym tempie, uiszczamy opłatę za wstęp do TPN, po czym szlakiem niebieskim ciśniemy w kierunku Gąsienicowej. Poranna pogoda nie zachwyca, co nas trochę wkurza, bo na Słowacji niebo było jak ta lala. Na szczęście wraz ze zdobywaniem wysokości oraz upływem czasu aura się poprawia, tak iż na Przełęczy między Kopami już jest wybornie – tylko wciąż trochę zimno.

Nosal ze Skupniów Upłazu
Giewont i Czerwone
Stamtąd my przyszli
Bez zatrzymania lecimy dalej, by jeszcze przy niewielkim ruchu turystycznym zawitać na Halę Gąsienicową i nieśmiało marzę, że w końcu zobaczę ją w pełnej krasie przy dobrej pogodzie. Bo tak jakoś dotychczas w mej górskiej karierze bywało, że gdy trafiałam na HG to zawsze coś było nie tak… A dzisiaj właśnie zanosi się, że w końcu będzie idealnie, że będzie słonecznie, rudo i jesiennie. W dodatku wreszcie robi się ciepło, więc zadowoleni dreptamy przez Wielką Rówień, by niebawem utracić wysokość i wejść w bramy Hali Gąsienicowej, jej drewnianych bacówek, ścian Tatr Wysokich oraz zboczy Tatr Zachodnich. Spoglądam na Przełęcz Liliowe, która wznosi się nad Betlejemką i nie mogę się doczekać, kiedy w końcu tam się wdrapię. Ale na początek trzeba coś przekąsić w Murowańcu.

Kościelce i Świnica
Betlejemka z Przełęczą Liliowe i Beskidem
Beskid i Kasprowy
Po solidnej przerwie przy pysznej bule z pasztetem ruszamy w dalszą drogę. Obieramy szlak żółty, który prowadzi nas Zieloną Doliną Gąsienicową. Zanim jednak na dobre się rozpędzimy, musimy się rozebrać, bo jest najzwyczajniej ciepło. Kto by pomyślał, że jest październik… Potem w rudym otoczeniu, pośród tatrzańskich zboczy podążamy delikatnie w górę, mijając staw Mokra Jama, który plasuje się na 12 miejscu pod względem wielkości wśród stawów Zielonej Doliny.

Mokra Jama i Beskid
Jest rudo!
Szlak wznosi się umiarkowanie kamiennym duktem, by z czasem zdecydowanie się wyostrzyć. Idziemy miarowym tempem, uważnie wypatrując zielonej farby, która ma nas zaprowadzić na Przełęcz Liliowe. Niebawem odbijamy w lewo na wspomniany szlak, tym samym idąc okrężną drogą, no ale ja tak lubię naokoło, zawsze inaczej niż wszyscy 😉 Na trasie znajdujemy się praktycznie sami, a otoczenie jest spokojne i piękne. Najpierw na kolana powala widok na Kasprowy, potem po prawej towarzyszy nam Beskid, a po lewej cała Zielona Gąsienicowa z połyskującymi w słońcu lustrami wody. Piękny szlak z coraz to nową perspektywą...

Kasprowy Wierch
Zielona Dolina Gąsienicowa oddzielona murem Kościelców
Zielony Staw Gąsienicowy, Kościelec i Świnica
Podejście na Liliowe
W Tatrach w pełni zagościła jesień, ale nie brakuje też zimowych akcentów. Im wyżej podchodzimy pod przełęcz, tym pojawia się więcej zleżałego śniegu – zmarzniętego i zdradliwego. Całe szczęście, że mamy kije, bo nie powiem nogi delikatnie podjeżdżają, ale wbijając się w trawę obok szlaku, szybko i bezpiecznie pokonujemy żleb. Tym samym stajemy na wysokości 1952 n.p.m., czyli Przełęczy Liliowe, gdzie wita nas mało gościnny wiatr… Ale co tam wiatr… widok z przełęczy jest niesamowity! Miejsce usytuowane pomiędzy Świnicą a Beskidem oddziela Tatry Wysokie od Zachodnich i tym samym oferuje widok na oba odmienne pasma. Rude Zachodnie hipnotyzują, białe Wysokie niepokoją. I pewnie siedziałabym tu w nieskończoność, ale niestety trzeba ubrać kaptur, rękawiczki i cisnąć dalej.

Genialny widok 💛
Rycerowe
Cicha Dolina Liptowska – tam też mnie ciągnie…
Goryczkowe Czuby i Czerwone Wierchy z bliska
Tam jest Beskid – 2012m n.p.m.
A dalej… dalej wieje i do tego jest naprawdę zimno. Pomykamy szybkim krokiem ku szczytowi Beskidu, który z tej strony wydaje się groźny, skalisty i niedostępny, co jest oczywiście wierutną bzdurą i kłamstwem. Szlak prowadzi grzbietem, gdzieniegdzie leżą płaty śniegu, a my krok za krokiem zdobywamy dwutysięcznik oblegany przez chmarę wędrowców, która zapewne dotarła tu z Kasprowego. Gdy osiągamy szczyt widzimy całą masę ludzi, która z kolejki spaceruje w kierunku Beskidu, po czym równie szybko wraca na Kasprowy. Tłum jest pokaźny, ale co tam tłum… Z Beskidu rozciąga się równie smakowita panorama jak z przełęczy, więc siadamy na chwilę na skałach, by podziwiać to, co znajduje się wokół.

Wietrznym grzbietem na Beskid
Krywań i Pośredni Wierszyk
Nasz groźny cel
Świnica widziana z Beskidu
Szczyt zdobyty!
Kasprowy i Giewont
Czerwone Czerwone 😉
Niebawem ruszamy w kierunku Kasprowego Wierchu. Tak się składa, że owa wędrówka jest naszą podróżą poślubną i bym rzekła, że zupełnym przypadkiem niosę w plecaku suknię ślubną 😜 Oczywiście o przypadku mówić nie można, bo tak sobie zaplanowaliśmy honeymoon, by biała suknia podróżowała razem z nami. Szczerze mówiąc, myślałam, że na Przełęczy Liliowe czy Kasprowym zmienię outfit i zrobimy małą sesję, ale… Ale wiatr tak duje, że to co przygotowało Liliowe jest niczym w porównaniu z Suchą Przełęczą. Świeci piękne słońce, nad nami błękitne niebo, ale kiedy czuję, jak wiatr mnie popycha i takie zimno, że trzeba mocniej zacisnąć kaptur oraz ubrać rękawiczki tracę nadzieję… Jest pięknie, ale zimno… Zbyt zimno… Cholernie zimno...

Górna stacja kolejki i stacja meteo
Świnica, Beskid i Sucha Przełęcz
Kiedy tracę nadzieję na ślubne kadry, postanawiamy na koniec zdobyć szczyt i urządzić sobie popas koło stacji meteo. Niesamowicie jesteśmy zaskoczeni, kiedy na miejscu okazuje się, że wieje dużo mniej i jest zdecydowanie cieplej. Bije się trochę z myślami, co robić, bo widząc wszechobecny tłum, nie bardzo mam ochotę się przebierać, ale co tam – do wariatów świat należy! I tak po chwili chodzę po szczycie w białej sukience i mam pamiątkę na całe życie…! Hell yeah!

Na szczycie Kasprowego
Biała dama i Czerwone Wierchy
Góry powoli chowają się w chmurach
Na Kasprowym spędzamy około godziny, po czym słońce chowa się za chmurami, a pogoda diametralnie psuje. Najwyższy czas wracać. Obieramy szlak zielony ku Myślenickim Turniom i powoli schodzimy do Zakopanego. Szlakiem tym szłam zaledwie raz, jakieś 5 lat temu i to również w dół. Początkowo tracimy wysokość, idąc kamiennym duktem wśród kosówki, a zakosy nie męczą kompletnie naszych kolan. Skaczemy zwinnie niczym kozice po turniach, mijając co kawałek turystów cisnących w górę. Widoki przy zachmurzeniu są średnie, więc maszerujemy raczej bez postojów, chyba że akurat mija nas wagonik, to szybkie foto wskazane.

Takie z kolejką
Po 1h 10 min znajdujemy się na Myślenickich Turniach, robimy krótką przerwę i ruszamy w dalszą drogę – również kompletnie niemęczącą. Idziemy przez las, a wraz z utratą wysokości robi się cieplej. Kolejną godzinę zajmuje nam dojście do Kuźnic, a po kwadransie meldujemy się przy samochodzie.
To był naprawdę spełniony dzień – począwszy od rześkiego poranku, poprzez słoneczną wędrówkę, a skończywszy na wietrznym Kasprowym. Trasa od dawna chodziła mi po głowie, ale ciągle coś było nie tak z pogodą, aż w końcu trafiłam na jesienny warun i rudości w najlepszym wydaniu. Szlak przez Liliowe jest pewnym nagięciem klasycznej drogi na Kasprowy, gdzie można zaczerpnąć nie tylko nieco spokoju, ale również pięknych widoków i nowych kadrów na Zieloną Dolinę Gąsienicową. A czysto trekkingowo trasa jest lekka i przyjemna, o ile w ogóle chodzenie pod górę można takim nazwać 😜

A.P.
14.10.2017



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz