Szept traw i zapach wiatru - Martinské Hole


Kiedy planowaliśmy wypad w Małą Fatrę, od razu wiedziałam, że chce zobaczyć jej dwa oblicza. Jak wiadomo pasmo dzieli się na Krywańskie oraz Luczańskie, i o ile Fatra Krywańska jest znana, lubiana i oblegana, tak Luczańska już niekoniecznie. Na mnie osobiście słowa cisza i spokój działają jak magnes, więc oczywistym się staje, że moje nogi muszą dotknąć tej luczańskiej ziemi, a nasz wybór konkretnie pada na Martinské Hole.
We wtorek z naszej kwatery w Terchovej udajemy się do miejscowości Martin, by stamtąd kierować się do wsi Lazky. O 7:45 jesteśmy już na miejscu, zbieramy graty i ruszamy w nieznane. Z pewnością nie zanosi się, byśmy na trasie kogoś prędko spotkali, bo we wsi nie widać żywej duszy, a w dodatku szlak żółty przewiduje do celu aż 3h 10min, więc jednym słowem czeka nas długa wędrówka i to jeszcze z łącznym przewyższeniem 900m n.p.m. 


Startujemy
Na początku podążamy ścieżką wśród drzew w pobliżu domków letniskowych, a szeroka, wygodna droga delikatnie wznosi się w górę. Kiedy już wydaje się, że ta błogość będzie trwała w nieskończoność, nagle po 30 minutach nasz szlak skręca w lewo i odtąd konkretnie ciśnie wzwyż. Wbrew sobie nie patrzymy, ile nam jeszcze zostało podejścia, a zamiast tego podziwiamy piękny las liściasty i jego głuchą ciszę przeplataną z szelestem liści.

Las…
Odtąd szlak nie daje za wygraną i nieustannie wznosi się w górę, tylko momentami dając wytchnienie. Dzień jest dość ciepły, więc całe szczęście, że idziemy lasem, bo drzewa osłaniają nas od słońca. Jedynym mankamentem są zwariowane muszki, które ciągną do ciała, jakby reagowały na temperaturę i nie mam zielonego pojęcia, co to za cholerstwo, ale skutecznie uprzykrza nam życie. Po kolejnym ostrym podejściu przed nami wyłania się drewniany domek, ławki oraz szlakowskaz. Od razu napawamy się optymizmem, ponieważ pomimo nieustannej kiepy, trasę przewidzianą na 1h 35min pokonujemy w nieco ponad godzinę. Pokonanie 500m przewyższenia to zdecydowany pretekst do przerwy i smacznych kanapek z salami. 

Vrchstudienka
Po należytym odpoczynku ruszamy w dalszą drogę, a szlakowskaz zapowiada na najwyższy szczyt masywu Martinské hole 2h 10minut. Pomimo że niebawem znowu czeka nas ostre podejście, idziemy równym tempem i pałamy dumą, iż nie pojawia się ani zadyszka, ani zmęczenie, ani zupełnie nic innego. 100% do lansu 😜 Po pokonaniu kilometrowego odcinka zaczynają pojawiać się pierwsze widoki i jakby powoli wychodzimy z piętra drzew, co może wróżyć tylko dobre rzeczy. 

Pierwsze widoki
Opuszczamy piętro lasu
Niebawem szeroka, leśna droga ustępuje miejsca wąskiej ścieżce wśród borówek, a podłoże pełne luźnych kamieni staje się miękką ziemią amortyzującą każdy krok. I jakoś powoli w tej atmosferze wkraczamy w bramy Martińskich Hali i umiarkowanie dajemy się wciągnąć w luczańską bajkę… W oddali widać już pierwszy szczyt na naszym szlaku, a mianowicie Humience, które liczą sobie 1398m n.p.m. Niestety pogoda zdecydowanie się pogarsza, a nam brakuje słońca, które rozświetliłoby ten zielony krajobraz, ale skoro zachwyca mnie obecny widok, to jak zareagowałabym na to miejsce przy lepszej aurze…? I w tej zadumie docieramy na wierzchołek, podziwiając rozległą panoramę oraz niekończące się magiczne hale. 

Z widokiem na wierzchołek
Martin i Fatra Krywańska
Humience zdobyte!
Na wierzchołku niestety niesamowicie wieje, jak również zaczyna delikatnie mżyć, więc czym prędzej wskakujemy w kurtki. Nie sprawdza się dzisiejsza pogoda zwiastująca piękny dzień, ale właśnie dlatego chciałabym tu wrócić. Po chwili ruszamy w dalszą drogę, delikatnie stąpając po ścieżce prowadzącej grzbietem Veterné, tak by przypadkiem nie zakłócić tej nieskazitelnej przyrody, tak by nie przerwać ciszy smaganej wiatrem. Patrzę przed siebie, zatrzymuje się i patrzę wstecz, przede mną niekończąca się hala, za mną rozległe borówczyska. Otoczenie wbija mnie w to miękkie podłoże, robię głęboki wdech, po czym delikatnie wypuszczam powietrze. Moja dusza właśnie regeneruje się po niesamowicie ciężkich kilku tygodniach… Wypalenie nagle znika i kiedy wczoraj myślałam, że krywańskie połoniny wyczyściły mój umysł, nie spodziewałam się, że Fatra Luczańska zrobi to z podwójną siłą. Moc we mnie wstępuje jakby przez ten wiatr i krople deszczu, poprzez słuch, wzrok i zapach. Chłonę to miejsce wszystkimi zmysłami, bojąc się, że to kraina, która nie istnieje naprawdę...

Przed nami Martinské hole
Za nami Humience i borówczyska
Ścieżką pośród ciszy
Nieustanne widoki
Veľká Lúka i Krížava w oddali – nasz cel
Wyrywam się z tego snu na jawie, kiedy niewielkie krople delikatnie padają na mój czubek nosa. Podążamy wciąż żółtym szlakiem, który niebawem ma się skrzyżować z czerwonym, ale zanim to nastąpi, pojawia się przed nami wierzchołek Veterné i grzbiet nań prowadzący, które są chyba najlepszym widokiem w dniu dzisiejszym. Wyobraźcie sobie wąską ścieżkę ledwo mieszczącą dwie stopy i trawę, która koniuszkami smyra nasze kostki. Wyobraźcie sobie pustkę i ciszę, które zakłóca szum traw i zapach wiatru. Wyobraźcie sobie dusze, które zagubione w mieście odnalazły się na szlaku… 

Martinské Hole czarują
Veterné
W kierunku Wielkiej Łąki i Krížavy
Niebawem docieramy na szczyt Vidlica, który jest zarazem skrzyżowaniem ze szlakiem czerwonym. Odtąd czeka nas 15 minut marszu szeroką ścieżką wśród kosówki, co znacznie chroni nas przed wiatrem i w nieco przyjemniejszej aurze pozwala dotrzeć na wierzchołek Velkej Luki. Ta z kolei wita nas porywistym wiatrem i spędzamy nań dosłownie chwilkę, by nie dać się zdmuchnąć, po czym uciekamy w kosówkę spożyć drugie śniadanie.

Szlak wśród kosówki
Panorama z Wielkiej Łąki
Na szczycie bez pogody, ale nawet widokowo
Po krótkiej przerwie ruszamy dalej grzbietem Martińskich Hali w kierunku szczytu Krížava, a wędrówka zajmuje nam bagatela 10 minut. Nieznacznie tracimy wysokość, a szeroki trakt prowadzi widokowym odcinkiem. Niebo nieznacznie zaczyna się przejaśniać, a my wciąż jesteśmy sami na tych bezkresnych halach. Niesamowite jest to miejsce i niesamowite szlaki w tym luczańskim paśmie. Dużo czytałam, co nieco słyszałam o niepopularności tego regionu, ale niepopularność to zdecydowanie słowo na wyrost. Ale mnie to zupełnie nie przeszkadza i pomimo że dzwoni służbowy telefon, to nawet on nie jest w stanie zagłuszyć tej ciszy… 

Wszędzie góry...
Szlak na Krížave
Klimatycznie
Szczyt Krížava jest niemalże ostatnim wzniesieniem na dzisiejszej trasie i również w tym miejscu kończy się nasze obcowanie z przyrodą sam na sam. Kolejny bowiem odcinek, będący nota bene szlakiem żółtym, prowadzi drogą asfaltową, na której pojawiają się również samochody. Te z kolei wyłoniły się z zabudowań usytuowanych na szczycie, czymkolwiek one są...

Krížava
Za nami główny grzbiet Fatry Luczańskiej
Niezawodny środek transportu
Po krótkiej przerwie rozpoczynamy zejście wspomnianą drogą, niegdyś asfaltową, bo teraz raczej nazwałabym ją dziurawą 😉 Jednak pomimo omijania wspomnianych dziur idzie się całkiem wygodnie, przyjemnie i widokowo. Odcinek choć krótki to przyjazny, kończy się po 30 minutach przy tzw. Chatach Martinske Hole i niemal natychmiast w głowie zapala nam się lampka, iż jest to świetna opcja na zimę, by pokonać ten krótki odcinek i móc się zachwycać Fatrą Luczańską. Plan już jest, a my tymczasem skręcamy w prawo na szlak niebieski, który ma nas doprowadzić do samochodu. 

Taki asfalt 😉
Widokowo i zakosowo
Chata Martinské Hole
Na początek wciąż asfaltem pokonujemy niewielkie wzniesienie, po czym chwilowo się gubimy i finalnie skręcamy w prawo na drogę szutrową. Po 10 minutach docieramy do pierwszego rozstaju, który wyraźnie definiuje pozostałą trasę na 1h 50minut, co jest czasem w sam raz na zejście. Z lewej strony ma swój koniec luczańska via ferrata, tymczasem my maszerujemy wciąż szeroką drogą. Niebawem wygody się kończą i skręcamy w wąską, leśną ścieżkę, co jednak wcale nie jest opcją gorszą, ponieważ las jest niesamowicie klimatyczny, cichy i zielony 💚

Klimatycznie
Droga przebiega bez zastrzeżeń, a na trasie regularnie rozmieszczone są tabliczki z pozostałym czasem, co nas dodatkowo motywuje. Miękkie podłoże i umiarkowane zejście nie męczy naszych nóg i chociaż miejscami zaczyna kropić, to wcale ten fakt nie psuje nam humorów. W lesie nawet nie ubieramy kurtek, bo drzewa tworzą doskonały parasol ochronny, a na otwartych przestrzeniach możemy podziwiać okoliczne miejscowości. 

Cały czas widoki
Im niżej, tym robi się cieplej i już nie w deszczu, a w promieniach słonecznych zmierzamy do samochodu. Ostatni odcinek przebiega drogą jezdną wśród domów, a całość trasy zamykamy na 20 kilometrze.
Martinské Hole… Cóż wy żeście ze mną uczyniły…? Zastanawiam się jakby zakończyć tę relację z miejsca, które jest genialne w swej prostocie. Nie ma nic poza widokami, szumem trawy i świstem wiatru. Właśnie to mnie chwyciło za serce, to ukłuło w duszę, właśnie takie bodźce działają na mnie najmocniej. I może nie ta pora roku, może nie ta pogoda i nie ten dzień. Może mogłoby być piękniej i lepiej. A może właśnie było w sam raz? W sam raz by opętać duszę, ale nie na tyle mocno bym odeszła od ziemskich zmysłów…

A.N.

04.07.2017


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz