Po drugiej stronie mocy – czyli pasmo babiogórskie bez Babiej Góry

Po wiośnie nadeszło lato, czyli dobry czas na realizowanie tras obmyślonych początkiem roku. Im więcej chodzimy po górach, tym z czasem trzeba jeździć coraz dalej, by odkrywać nowe tereny i nowe szczyty. I taka oto trasa czeka nas dziś - całkiem spora pętla przez Pasmo Babiogórskie.
Startujemy z centrum Zawoi – najdłuższej polskiej wsi. Nie od razu idziemy szlakiem, bo musimy do niego dojść chodnikiem wzdłuż krajowej 957. Po 30 minutach docieramy na miejsce i zgodnie z niebieskimi znakami skręcamy w lewo. Zmierzamy na pierwszy tego dnia szczyt – Mosorny Groń.



Przez jeszcze kwadrans wciąż podążamy asfaltem. Gdy wchodzimy w las, ścieżka prowadzi delikatnie pod górę i zdecydowanie mniej wieje. Na niebie wciąż jeszcze chmury i jest chłodno, ale z czasem i to minie. Po 20 minutach zbaczamy nieco ze szlaku, bo na drodze pojawił się znak „3 minuty do wodospadu Mosorszczyk”. No to idziemy. Słyszymy niewielki huk wody, a po chwili widzimy wodospad. Zdecydowanie warto było tutaj podejść. Prawie jak w Słowackim Raju :P



Po kilku zdjęciach wracamy na szlak, a ja bacznie obserwuję znak na drzewie. Eeee ?!



Po chwili kontynuujemy wędrówkę w górę. Ścieżka znacznie się wyostrza i daje kondycyjnie popalić. Na szczęście są i odcinki po równym terenie, na których możemy mimochodem odpocząć. Po 0,5h dochodzimy do rozstaju i dosłownie na moment idziemy żółtym szlakiem. Kilka kroków i jesteśmy na szczycie Mosorny Groń. A na Mosornym cisza, pustka i spokój. Jesteśmy zupełnie sami. Tylko my i imponujący widok na masyw Babiej Góry.




Siadamy na ławce na małe śniadanie, ale pierwsze musimy się ubrać. Rano było zaledwie 7st (mamy lipiec…), a teraz jak zawieje wcale nie jest cieplej. Kto by pomyślał że tydzień temu było 30st C...
Po szybkiej konsumpcji wracamy na szlak niebieski, którym kontynuujemy naszą trasę. Kolejnym punktem na drodze będzie Hala Śmietanowa. Początkowo na pełnym lajcie idziemy grzbietem. Gdy wchodzimy w las ścieżka znacznie skręca i prowadzi bardzo ostro pod górę. Myśleliśmy, że to będzie tylko krótkie, widoczne podejście, ale z każdym następnym krokiem mordercza trasa nas dobija. Tak ostro pod górę to jeszcze nie dane mi było iść. Niby posuwam się do przodu, a wydaje się jakbym stała w miejscu…



Po najdłuższych 45 minutach zdobywamy Cyl na Hali Śmietanowej. Bajeczne otoczenie świerków i błękit nieba czujemy wszystkimi zmysłami, ale widoków niestety brak.



Bez dłuższej przerwy kontynuujemy wędrówkę. Obieramy teraz szlak czerwony i zmierzamy w kierunku Policy. Według znaków czeka nas 50 minut marszu. Szlak w większej części prowadzi lasem i cieniem. Momentami przebija się słońce i robi się coraz cieplej. Nawet wiatr się uspokaja. Po upływie 0,5h wychodzimy na otwarty teren i ukazują się nam Tatry. Gęstość powietrza niestety jest zbyt mała, a powietrze niezbyt ostre by widok był idealny, ale nawet nieco rozmyte wyglądają imponująco.



Niebawem docieramy na szczyt Policy, gdzie stoi pomnik pamięci ofiar katastrofy lotniczej. Nieopodal również znajduje się krzyż z tablicami z poszycia rozbitego samolotu. Chwila zadumy…
Na Policy robimy sobie krótką przerwę na doładowanie energii i podziwianie widoków. Babia prezentuje się okazale.




Następnie udajemy się w kierunku Hali Krupowej wciąż szlakiem czerwonym. Ścieżka biegnie w dół na przemian lasem i odkrytym terenem. Niebawem osiągamy cel. Jednogłośnie stwierdzamy, że hala oferuje zdecydowanie lepszą panoramę niż Babia Góra. I tym samym Krupowa staje się naszym celem na zimę tego roku. Już widzę jak niesamowicie będą wyglądać Tatry przy idealnej ostrości powietrza :D 



Póki co nie skręcamy do schroniska, bo chcemy jeszcze zahaczyć o ostatni szczyt – Okraglicę. Tak więc po kilku zdjęciach ruszamy dalej i po chwili znajdujemy się na górze. Widoków niestety brak, ale ludzi również brak, więc w promieniach słońca rozkładamy się przed kapliczką nieopodal masztu. Błogie lenistwo czas zacząć. Cisza, spokój, góry tylko dla nas… :) 





Po śniadaniu w warunkach iście letnich (nie to co o poranku) możemy zmierzać do schroniska. Na Hali Krupowej przewidujemy przerwę na pyszny zimny bąbelkowy napój… colę oczywiści ;) Po niecałych 10 minutach jesteśmy na miejscu.
Teraz nie pozostaje nam nic innego jak siąść na ławce i patrzeć, patrzeć i patrzeć :D



Spoglądam również na mapę, ile zostało nam jeszcze drogi do pokonania. Na powrocie czeka nas 2,5h marszu, więc postanawiamy ruszać o 13:00. Ale póki co widoczki i planowanie pętelki na zimę :P
Plan powrotny obejmuje w całości szlak zielony do Zawoi Centrum, więc musimy nieco cofnąć się do ostatniego rozstaju. Może trochę pod górę, ale skoro idziemy lasem to cień nam wcale nie przeszkadza ;) Po 10 minutach odbijamy w prawo i nieznacznie schodzimy w dół. Na szczęście teraz już tylko w dół, albo może przemilczę, bo już nieraz szlak nas zaskoczył i niby w dół, a trzeba było jeszcze drałować pod górę :/ Stopniowo ścieżka się zwęża i wchodzimy w magiczny klimat paproci, niczym z krainy czarów.



Szlak momentami robi się nieco stromy i gdyby nie wszechobecne krzaczory byłoby przepaściście. Wciąż idziemy lasem, a niekiedy odsłania się jakiś przyzwoity widok.



Ale to nie koniec niespodzianek na szlaku. Ścieżka zwęża się jeszcze bardziej, wręcz do granic możliwości, a teren się odsłania. Także teraz idziemy, a raczej przedzieramy się przez trawska, krzaczory i inne kłujące iglaki w przeraźliwej duchocie. Czy tędy ktoś w ogóle chodzi?! A może i dobrze że nie chodzi bo jakże by się tu wyminąć…?



Po godzinie dochodzimy do niewielkiego rozstaju szlaków, a droga staje się bardziej cywilizowana. Jest szeroko, ale niestety kamieniście, a szlak ostro schodzi w dół. Dopiero teraz tracimy wysokość, bo cała poprzednia godzina przebiegała trawersem. Bez marudzenia idziemy przed siebie i podziwiamy ostatnie widoki tego dnia.



Wkrótce czeka nas niewielkie podejście (a miało być tylko w dół :P), wchodzimy do lasu i się gubimy… Tragedia z oznakowaniem, a my mamy 4 ściezki do wyboru... Po jakiś 10 minutach odnajdujemy już właściwą drogę i ochoczo idziemy w dół. Jeszcze tylko troszkę męczarni w upale i docieramy do samochodu. 

Ilekroć bywamy w tych rejonach zawsze zmierzaliśmy na Babkę. To był nieodłączny element wędrówki. Dziś nieco na przekór przeszliśmy na drugą stronę mocy… nieznaną, tajemniczą, która dała nam momentami w d***. Jednakże widoki i odkryte nowe miejscówki zrekompensowały wszelkie niedogodności. Super pętla warta polecenia, ale bez anielskiej cierpliwości ani rusz ;) Obiecuję w zimie tu powrócić i tym samym rzucam sobie wyzwanie na zajebiste foty :D

A.N.

11.07.2015



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza