Góry dla Górzystów – Wysoka Kopa i Hala Izerska

Ze wszystkich okolicznych sudeckich pasm pogoda na wtorek najlepiej zapowiada się w Górach Izerskich i właśnie tam zamierzamy uderzyć. Jeśli nie zna się danego pasma zbyt dobrze, to najlepiej poczytać blogi w poszukiwaniu ciekawostek oraz uderzyć na szczyt najwyższy, co by przy okazji dorzucić cegiełkę do Korony Gór Polski. Tak w skrócie powstaje trasa na dziś.
Pomimo, że poranek miał być pochmurny i ponury, niebo nad Szklarską Porębą zaczyna się przejaśniać. Obieramy kierunek Świeradów Zdrój i drogą nr 358 udajemy się w punkt startowy naszej dzisiejszej wędrówki. Po 15 minutach jesteśmy na miejscu i sami pośród głuszy ruszamy w nieznane. 


Parking puściutki
Na początek prostka
Szlak zielony początkowo prowadzi szeroką drogą - najpierw po płaskim, a następnie nieznacznie pod górę. Wśród drzew jest ciepło i przyjemnie, a ścieżka niebawem skręca w prawo i ostro kluczy między gęstą siatką drzew. Kondycja wyrobiona, więc nie zdążyliśmy się nawet zasapać, kiedy wychodzimy znowu na prostkę – wąską ścieżkę wśród świerków. Po 45 minutach docieramy do pierwszego rozstaju zwanego Rozdrożem pod Zwaliskiem, tam robimy nawrotkę i trójkolorowym szlakiem ruszamy w dalszą drogę. Wciąż towarzyszy nam cisza, a dróżka wśród borówek  jest jakaś magiczna. 

Ścieżka wśród borówek
Za nami
Szlak wciąż jest kompletnie niewymagający, prowadzi wśród formacji skalnych zwanych Zwaliskiem, a pomiędzy drzewami możemy obserwować Karkonosze, w których dreptaliśmy wczoraj. Po 30 minutach marszu docieramy do nieczynnej kopalni kwarcu Stanisław i wychodzimy na drogę asfaltową. Kije idą w odstawkę, czas na relaks 😉

Śnieżne Kotły i Szrenica
Kopalnia kwarcu Stanisław
Taki szlak
Zaczynam powoli się zastanawiać, czy te Sudety to takie góry dla leniuchów 😉 Jestem naprawdę pod wrażeniem łatwości szlaków w tym łańcuchu górskim, a odcinki gdzie można się zmęczyć, zliczyć bym mogła na palcach. W Izerach podoba mi się cisza, odgłosy przyrody i momenty kiedy można oddychać pełną piersią, a nie łapać dech ze zmęczenia.
Po 15 minutach marszu asfaltem skręcamy w prawo zgodnie z czerwonymi znakami, które mają nas zaprowadzić na Wysoką Kopę – najwyższy szczyt tegoż pasma. Wąską ścieżka przez las pnie się w górę, jednak po 10 minutach ponownie prowadzi równym terenem. I jak tu nie kochać Sudetów 😀 Pogoda dzisiaj choć lepsza aniżeli zapowiadana, płata nam nagle figla i z nieba spada wiosenny, gęsty deszcz. Co by się nie zbroić w kurtki, chowamy się pod koronami świerków i przeczekujemy opad w bezpiecznym miejscu. Kiedy kontynuujemy wędrówkę, aura robi się jeszcze bardziej zielona. 


Szlak czerwony, a raczej zielony :)
Niebawem na dobre wychodzi słońce, a my docieramy na szeroką szutrową drogę i odtąd właśnie nią podążamy. Po upływie zaledwie kwadransu naszym oczom ukazuje się altanka, co sugeruje, że jesteśmy tuż obok Wysokiej Kopy. Mapa jasno wskazuje, że szczyt nie leży na szlaku, a dzięki blogerom z Życie Me, wiem iż prowadzi na niego prosta jak drut ścieżka, którą nie sposób zgubić czy pominąć. Warto czytać blogi 💪 Śmiało idziemy grzbietem wśród borówek i świerków, a po około 500 metrach czeka nas nagroda – Wysoka Kopa, i tenże szczyt o wysokości 1126m n.p.m. dołącza do naszej kolekcji Korony Gór Polski. Czas na przerwę. 

Wyraźna ścieżka na szczyt rozpoczyna się tuż za altanką
Wysoka Kopa zdobyta!
Kopuła szczytowa
Po odpoczynku wracamy z powrotem na szlak i kontynuujemy wędrówkę zgodnie z czerwonymi znakami. Przed nami pokonanie dwóch szczytów, których grzbietem maszerujemy oraz dotarcie do Rozdroża pod Kopą. Potem będziemy zmierzać na Halę Izerską i do Chatki Górzystów. Taki jest plan, a jego realizacja jest nad wyraz prosta. Teren niebawem się odsłania i możemy dokładnie obserwować ze szlaku nie tylko wspomnianą halę, ale również jej otoczenie. Następnie zdobywamy szczyty Przednia Kopa oraz Sine Skałki, a ten drugi oferuje jedną z lepszych panoram na całej naszej trasie. Przystajemy nań na chwilę… Góry Izerskie mają w sobie jakiś magnes… 

Szlak czerwony
W kierunku Podmokłej
Hala Izerska
Na szczycie Sinych Skałek
Wciąż wygodnie, wciąż widokowo
Po 45 minutach dochodzimy do krzyżówki – Rozdroże pod Kopą, i zmieniamy szlak na żółty, który prowadzi oczywiście wygodną szeroką drogą. Szosa najpierw biegnie po równym terenie, by potem umiarkowanie sprowadzać nas w dół. Pogoda dopisuje, wokół nas tylko przyroda, więc mamy sporo czasu na kontemplację. I w końcu coś wymyśliłam - Izery to zdecydowanie góry dla górzystów. Bowiem jak inaczej można nazwać jednym słowem wszelkiego rodzaju turystów: od piechurów, przez rowerzystów, aż do narciarzy? Tak więc górzyści, te góry zostały stworzone właśnie dla Was i są wręcz idealne do każdej aktywności outdoorowej. Podczas naszej wędrówki da się tę różnorodność zauważyć – ruch turystyczny może jest niewielki, ale siły rozkładały się 50-50 (nogi vs rowery). Natomiast teraz, im bliżej jesteśmy Hali Izerskiej, tym więcej pojawia się amatorów dwóch kółek.
Po 35 minutach szeroka droga nawija w lewo natomiast szlak prowadzi nas prosto nieco węższą ścieżką. Wchodzimy tym samym na obszar Rezerwatu „Torfowiska Doliny Izery”. Torfowiska w Górach Izerskich są nieodłącznym elementem krajobrazu i rozpościerają się po obu stronach granicy. Sam rezerwat natomiast ma powierzchnię aż 485ha i rośnie w nim wiele gatunków unikalnych roślin, a wszystko to dzięki sprzyjającemu wilgotnemu środowisku Doliny Izery. 


Rezerwat
Torfowiska
Po 20 minutach docieramy do kresu naszej podróży, czyli na Halę Izerską i usytuowanej tam Chatki Górzystów. Miejsce odkryłam oczywiście również dzięki Karoli z Życie Me, która napomknęła o genialnych naleśnikach w tymże schronisku. No chyba nie myśleliście, że drałowałam te 4 kilometry tylko dla torfowisk 😂😂😂 Także zanim pójdziemy podziwiać rozległą halę, wskakujemy czym prędzej do chatki i zamawiamy naleśniora z jagodami. Mniam!!! 

Chatka Górzystów
Naleśnik z jagodami :)
Z pełnym brzuchem wychodzimy na zewnątrz i zmierzamy w serce Hali Izerskiej, która wydaje się ciągnąć w nieskończoność, a jej połacie gdzieniegdzie porasta bór świerkowy, który kiedyś był znacznie bujniejszy w tym rejonie. Trochę żałujemy, że czeka nas jeszcze długi powrót do samochodu, ponieważ wokół jest masa ścieżek do wyboru i aż nogi rwą, by udać się jedną z nich. Jednak podążając za rozumem, a nie sercem, opuszczamy po chwili spacerowo-rowerowy raj i udajemy się w drogę powrotną.

Hala Izerska na prawo
Hala Izerska na lewo
Najpierw zmierzamy w kierunku Rozdroża pod Kopą, a droga pod górę nie należy do zbyt wykwintnych, choć okoliczności pogodowe i przyrody są jak najbardziej sprzyjające. Na trasie pojawia się coraz więcej rowerzystów, a i piechurów również nie brakuje. Po pokonaniu 4 kilometrów kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem do Rozdroża Izerskiego, gdzie zaparkowany mamy samochód. Ostatni odcinek to aż 5 kilometrów marszu szeroką drogą rowerową, nudną jak flaki z olejem… Ten etap nadaje się tylko i wyłącznie na rower, bo pokonując go pieszo można najzwyczajniej zwariować i rzeczywiście z tej nudy prawie odchodzę od zmysłów 😫 Po najdłuższej godzinie w moim życiu ponownie znajdujemy się na parkingu, po czym wracamy do Szklarskiej Poręby. 

Izerski las
Trzeci dzień w Sudetach, trzecie pasmo i znowu pozytywne emocje. Góry Izerskie zaskakują spokojem, umiarkowanym ruchem turystycznym i drobnymi detalami, które sprawiły, że z przyjemnością tu wrócę. To kolejny skrawek Sudetów, którego walory krajobrazowe są odwrotnie proporcjonalne do trudności kondycyjnych. Odwiedziliśmy zaledwie niewielki kawałek Izerów, ale tyle wystarczyło, by przepaść po raz kolejny. To najdalej wysunięte na zachód pasmo górskie w Polsce, paradoksalnie wydaje się schowane gdzieś wgłębi innych. Chętnie zgubiłabym się tu na dłużej, poznać wszystkie jego tajemnice… 😊

A.N.

01.05.2018




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz