Nic tak nie wciąga jak bieszczadzkie błoto - Jasło, Okrąglik, Przełęcz nad Roztokami


Mglisty, cichy poranek na pustych ulicach Cisnej. Samochód zostawiam na miejskim parkingu, narzucam plecak na barki i ruszam ku kolejnej bieszczadzkiej przygodzie. Odnalezienie szlaku czerwonego nie zabiera mi zbyt dużo czasu, jednak stoję nieco skonsternowana, kiedy czerwona farba prowadzi wprost na tory kolejowe…

Szlak czerwony
Ostrożnie pokonuję most kolejowy, za którym ścieżka ucieka w prawo i odtąd już bez niespodzianek maszeruję wzdłuż rzeki. Niebawem szlak odbija w głąb lasu i prowadzi umiarkowanie w górę. Pod butami gęsto chlupie błoto, a podeszwy ślizgają się na liściach. Gdyby nie kije, pewnie oglądałabym glebę z bliższej perspektywy. Moim pierwszym celem jest Małe Jasło, na które mapa wskazuje 2h 10 minut. W miarę upływu czasu nachylenie terenu wzrasta, a między drzewami pojawiają się pierwsze promienie słońca. Może pogoda nie będzie aż tak kiepska? 

Bieszczadzkie błoto
Tajemniczy las
Rozpogadza się
Podejście na Małe Jasło nie daje wytchnienia, a im jestem wyżej, tym mgła gęściej spowija krajobraz. Wychodzę na otwartą przestrzeń, gdzie wiatr hula w najlepsze. Jest zimno, z każdym metrem coraz zimniej i wilgotniej, a przede wszystkim nie mogę podziwiać panoramy, którą oferuje ten szlak. Mogę podziwiać jedynie błoto pod butami. Niebawem znów znikam w lesie, a samotna wędrówka wśród mgieł kreuje w mojej głowie sceny z najgorszych horrorów – wilki, niedźwiedzie, psychopaci… to tylko niektóre z czarnych wizji. Po 2 godzinach zdobywam wreszcie szczyt Małego Jasła, gdzie wciągam szybko kanapkę i uciekam dalej. Kompletnie nie ma sensu pozostać tu dłużej - jest zimno, mglisto i strasznie… 

To mógł być widokowy szlak
Małe Jasło
Teraz podążam na Jasło, choć morale diametralnie spadają. Wędrówka przez rozległą połoninę zamiast widoków oferuje zimny wiatr, a krajobraz pogrążony w mroku nie zwiastuje rychłego rozpogodzenia. Smutek zalewa mą duszę, bo Jasło posiada naprawdę imponującą panoramę, która pozostanie wciąż przeze mnie nieodkryta. Odcinek pokonuję w zapowiadane 40 minut, po czym docieram do tabliczki informującej, że na szczyt trzeba podążać za znakiem czerwonego trójkąta około 5 minut. W tym samym kierunku prowadzi żółty szlak na Przełęcz Przysłup, a został on chyba całkiem niedawno oznakowany, ponieważ moja mapa z 2017 jeszcze go nie posiada. Na wierzchołku najpierw jestem sama, ale niebawem dołączają inni turyści, idący właśnie z Przysłupu. Patrzę z rozpaczą w niebo i odchodzę. Te chmury stąd prędko nie pójdą...

Jasło
Wędrówkę kontynuuję wciąż szlakiem czerwonym aż do szczytu Okrąglik. Droga przewidziana jest na 20 minut, a moimi towarzyszami na szlaku są niezmiennie mgła i błoto. Ale zaprzyjaźniam się w końcu z nimi, wciągają mnie w swój ponury świat. Okrąglik jest szczytem granicznym z zalesionym wierzchołkiem, gdzie przecinają się dwa czerwone szlaki - jeden polski, a drugi słowacki. Z tego względu trzeba uważać, żeby nie pomylić kierunku, ale ja pewnie odbijam w prawo na szlak graniczny w kierunku Przęłeczy Nad Roztokami. Czeka mnie godzina marszu za czerwono-niebieskimi znakami. 

Las
Szczyt Okrąglik (Kruhliak)
Szlak niebieski najpierw sprowadza mnie dość stromo lasem, a ja idę żwawo, bo marzę o końcu tej wędrówki. Czuję się pokonana. Po około kilometrze marszu, na wysokości słupka granicznego nr 30, nagle wszystko co złe idzie w niepamięć. Wychodzę z lasu, a odkryty teren przede mną zapiera dech. Choć wciąż brakuje słońca, to ten mrok jest mocno klimatyczny - trochę tajemniczy, a trochę magiczny. Wąska ścieżka wzdłuż słupków granicznych prowadzi mnie pośród traw wprost do tej bieszczadzkiej baśni. To jest ten moment, na który czekałam ❤

Ten moment ❤
Słowackie Bieszczady
Drzewo i słupek graniczny No30
Krew w moich żyłach zaczyna płynąć szybciej, a wdechy stają się głębsze. Mam siłę, by iść dalej. Szlak niebawem znika w lesie i choć nie czeka mnie więcej takich niespodzianek, to ochoczo zmierzam do przełęczy. Po 30 minutach nagle aura się rozjaśnia i spod bukowych konarów zaczyna przebijać słońce. Niedługo ścieżka mija ostatnie drzewa, co oznacza, że dotarłam do celu. Na Przełęczy Nad Roztokami co prawda nie spodziewałam się drogi asfaltowej, ale powstała ona jako międzynarodowa turystyczna trasa rowerowa, jeszcze przed Schengen. Jeszcze dawniej przez przełęcz wiódł główny szlak handlowy, łączący Węgry z Małopolską. Obecnie droga na Słowację prowadzi do nieistniejącej wsi Ruské, natomiast u nas do wsi Roztoki Górne.

Przełęcz Nad Roztokami
Tędy na Słowację
Strona polska
Od przełęczy podążam szlakiem żółtym, który wiedzie przez Roztoki Górne do wsi Majdan, a stamtąd pozostanie mi zaledwie 3km do Cisnej. Przez najbliższe 8 kilometrów będę maszerować drogą asfaltową, a pierwszy 2-kilometrowy odcinek prowadzi do Roztok. Dzisiejsza wieś to zaledwie kilka domostw, a w dawnej strażnicy WOP działa ośrodek wczasowy. 

Odcinek do Roztok
Jesień 💛
Kolejny etap czeka mnie do wsi Liszna, a na pokonanie 5km mapa przewiduje godzinę. Droga głównie prowadzi w dół z niewielkimi podejściami, a las przeplata się z odkrytym terenem. Odcinek jest kompletnie nieuczęszczany, nawet miejscowych ciężko tu spotkać, także moim jedynym towarzyszem jest niczym niezmącona cisza. Nie powiem, bo droga dłuży się niemiłosiernie, ale odkąd pogoda dopisuje, marsz nie jest mi straszny. 

Odcinek Roztoki – Liszna
Z Lisznej pozostaje około kilometra marszu do Majdanu, gdzie znajduje się stacja Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. Potem udaję się drogą krajową 897 wprost do Cisnej, a na miejscu sympatyczny parkingowy widząc dziewczynę z plecakiem, daruje mi opłatę za postój 😉
Dzisiejsza wędrówka po raz kolejny uświadomiła mi, że bieszczadzkie tereny poza parkiem narodowym również zasługują na uwagę. Park Krajobrazowy obejmujący okolice Jasła to pomysł na ciekawą, mniej banalną i przede wszystkim spokojną trasę. Dzisiaj najadłam się sporo strachu i pozostał olbrzymi niedosyt, ale kilka miejsc wynagrodziło całą resztę. Warto się tam zapuścić.

A.P.

10.10.2019




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza