Tatrzańska petarda - Bystra Ławka i okolice

3:15 pobudka.
4:30 Bielsko-Biała check out
7:40 Štrbské Pleso check in

O 7:40 w miejscowości Szczyrbskie Jezioro czuć, że jest pełnia sezonu. Parkingi zapełniają się w zastraszającym tempie, a górskie ludki niczym mrówki rozbiegają się na wszystkie możliwe szlaki. My podążamy za żółtymi znakami, a naszym oczom praktycznie od początku ukazują się zacne widoki. Gdzieś tam pomiędzy wielkimi kopułami czeka na nas jedna taka przełęcz… Bystra Ławka. 


Początek szlaku żółtego
Po kilku minutach marszu drogę asfaltową zmieniamy na górską ścieżkę i tym samym wchodzimy do Doliny Młynickiej. To co od razu zwraca moją uwagę, a zarazem hipnotyzuje, to olbrzymie połacie wierzbówki kiprzycy, czyli różowego kwiatu, którego okres kwitnienia przypada właśnie na lipiec/sierpień. Oczywiście nad roślinnością królują tatrzańskie szczyty - Skrajna Baszta i Szczyrbskie Solisko, dopełniające piękny krajobraz. 

Na szlaku
Wierzbówka kiprzyca, Szczyrbskie Solisko i Skrajna Baszta
Po niecałych 10 minutach znikamy w lesie i odtąd maszerujemy wygodną ścieżką, a wokół unosi się zapach świerków. Podłoże jest ogólnie rzecz biorąc miękkie, jednak trzeba uważać na wystające korzenie. Po około 30 minutach marszu umiarkowanie w górę, teren zaczyna się odsłaniać, a nam ukazują się coraz smakowitsze widoki, choć chłopaki to akurat gnają za smakowitymi turystkami 😉 Zaczyna też solidnie prażyć słońce, a ponieważ jest środek lata i bezchmurne niebo, to będzie prażyć coraz bardziej. Ruch turystyczny jest wzmożony, jednak bez szaleństw, jak to w sezonie już bywa. 

Szlak żółty w dalszym ciągu
To chyba jest Szczyrbskie Solisko…
Po kolejnych 20 minutach niewymagającej wędrówki docieramy do Wodospadu Skok, który leży mniej więcej w połowie Doliny Młynickiej. Mamy za sobą 300 metrów przewyższenia, a przed nami pozostaje jeszcze 500 😲 Wróćmy do Wodospadu. Znajduje się on na wysokim progu skalnym i ma wysokości 25 metrów. Ponoć najbardziej efektowny jest na początku czerwca, kiedy to spływa nim około 880 litrów wody na sekundę. Na nas również robi pozytywne wrażenie i polecamy go nawet jako cel sam w sobie. Przy szumie kaskady postanawiamy zrobić przerwę na śniadanie.

Wodospad Skok
Kaskada robi wrażenie
Mam i ja :)
Po odpoczynku ruszamy w dalszą drogę, a na początek czeka nas podejście do progu wodospadu. Ścieżka prowadzi stromo w górę, a pochyłe kamienie ubezpieczone są łańcuchami. Przy suchej skale szlak nie sprawi trudności, jednak przy mokrej łańcuch może być przydatny. Po kilkunastu minutach znajdujemy się na wysokości około 1800m n.p.m. u brzegu Stawu nad Skokiem. Jeziorko położone jest w malowniczym otoczeniu, a w letniej odsłonie prezentuje się naprawdę ładnie. Zwłaszcza przyciąga wzrok mur po prawej stronie, a jest to oczywiście imponująca Grań Baszt z Szatanem na czele. 

Łańcuchy przy podejściu na próg wodospadu
Grań Baszt
Szczyrbski Szczyt i Staw nad Skokiem
Obecnie czekają nas 2 kilometry po płaskim terenie, a poruszamy się kamiennym duktem w otoczeniu tatrzańskich grani. Podziwiamy krajobraz, narzekamy na spiekotę i wypatrujemy naszego celu. Stąd go jednak jeszcze nie widać, a przed nami wyłania się kolejny próg doliny, za którym z pewnością kryje się Capie Pleso. Zanim jednak zaczniemy nań podejście, mijamy tablicę, upamiętniającą katastrofę śmigłowca Horskiej Záchrannej Služby, który rozbił się 25 czerwca 1979 roku. Zginęło wtedy 7 osób – 5 ratowników oraz dwóch pilotów, którzy lecieli nieść pomoc rannej niemieckiej turystce. Nagle maszyna runęła w dół najprawdopodobniej zahaczając o występ skalny, a szczątki rozbitego śmigłowca leżą przy szlaku po dziś dzień. 

Wędrówka z widokiem na Szczyrbski Szczyt
Szlak żółty i widoczny próg Capiego Stawu
Tablica upamiętniająca katastrofę
Szczątki maszyny
Teraz czeka nas podejście na obserwowany wcześniej próg i choć nie jest zbyt długie, to upał i przewyższenie dają mocno w kość. Dodajmy do tego niezbyt dobrze utrzymaną kondycję i mamy zawał murowany. Stawiam krok za krokiem, opieram się na kijach niczym pacjent o kulach i jakoś wygramolam się do kotła Capiego Stawu. Tam zgodnie całą ekipą postanawiamy zrobić przerwę i w cieniu głazów odpocząć od słońca. Ładnie tu - wokół nas strzeliste granie, otaczające niewielkie jezioro, a powyżej gdzieś nasz cel. Już go widzimy, wiemy dokąd iść, lecz przed nami jeszcze 250 metrów przewyższenia… 

Nad Capim Stawem
Grań Furkotnego i Hrubego
Tam wyżej jest kolejny staw – Kolisty
Żółwiki
W dalszej części szlak żółty obchodzi jezioro od południowej strony, a potem zaczyna się wspinaczka po skałach, czasem wymagająca użycia rąk. Kije lądują przy plecaku, co dla mnie oznacza koniec podpierania i umieranie w mękach. Narzekam strasznie, co chwilę potrzebuję się zatrzymać i złapać oddech, całe szczęście, że przy każdej takiej okazji, czeka na mnie nowy kadr. Podejście jest piękne – męczące jak cholera, ale mega widokowe. A ja mam nauczkę jak niepielęgnowana kondycja szybko się ulatnia. Ostatnie podejście nie zajmuje nam więcej jak 30 minut, ale dla mnie to jakby cała wieczność. Pod samą przełęczą zatrzymujemy się na chwilę, by spojrzeć na piękną Dolinę Młynicką i panoramę, którą nam oferuje. Jest szał ! 

Im wyżej, tym lepiej
Grań Baszt i Capi Staw
Wyłania się Kolisty
Ciśniemy w górę
A tak u góry ;)
Taka panorama --> pierwszy plan - Szczyrbski Szczyt
drugi plan po lewej – Koprowy i Miegusze, drugi plan po prawej – Grań Baszt, Wysoka i Gerlach
Już widać przełęcz
Koledze się chyba podoba... :D
Bystra Ławka, a po polsku Bystry Przechód to wąska przełęcz położona na 2314m n.p.m. Oddziela ona Dolinę Młynicką od Furkotnej, a na niej samej jest tak malutko miejsca, iż wspomniane doliny trzeba podziwiać na podejściu, gdyż po przekroczeniu przełęczy jedna znika bezpowrotnie. Dostępu z obu stron strzegą krótkie kominki ubezpieczone łańcuchami, ale trudności nie występują tam żadne. Trasę zaleca się robić w kierunku opisanym w relacji, ponieważ siodło jest dość mocno uczęszczane, przez co w późniejszych godzinach mogą tworzyć się zatory. My trafiamy na niewielką kolejkę, jednak ruch przebiega dość sprawnie. Spoglądam ostatni raz na Dolinę Młynicką, cyk cyk po skale i wychylam dziuba na Dolinę Furkotną. Szukamy trochę miejsca poniżej przełęczy i robimy wyczekaną przerwę. Jest moc! 

Kominek po stronie Doliny Młynickiej
Bystra Ławka – 2314m n.p.m.
Bystra Ławka widziana góry
Odpoczynek poniżej przełęczy
Z przełęczy jest co podziwiać. Pierwsze oczywiście w oczy rzuca się olbrzymi Staw Furkotny, który po słowacku, a raczej niemiecku zwie się Wahlenbergovo Pleso. Drugim obiektem, przykuwającym uwagę jest Krywań, wyłaniający się zza grani Ostrej. Ta góra hipnotyzuje swoim kształtem z każdej możliwej strony. Obserwujemy również spod przełęczy dalszy przebieg szlaku, który prowadzi rumowiskiem skalnym, co zwiastuje sypkie zejście. 

Wielki Staw Furkotny
Ostra i Krywań
Zbliżenie na staw
Niegdyś szlak nie prowadził przez Bystry Przechód, ale przez Bystrą Przełęcz oddaloną o 200 metrów i trawersował zbocza Furkota aż do Furkotnej Przełęczy. W 1993r. zmieniono przebieg szlaku ze względu na erozję zbocza i od tej pory prowadzi on właśnie przez Bystrą Ławkę. Zejście rzeczywiście jest na początku sypkie, ale potem przeradza się w głazowisko, co oznacza już bardziej stabilne podłoże. Szybko tracimy wysokość i w zasadzie po 30 minutach jesteśmy około 200 metrów niżej. Niestety pogoda również zaczyna się knocić i do tej pory błękitne niebo, powoli zasnuwają czarne chmury. Odpoczynek od słońca wychodzi jednak na plus, a my znajdujemy ciekawa miejscówkę z widokiem na staw. 

Taka miejscówa!
Za nami Bystra Ławka
Szlak w dalszej części przebiega brzegiem jeziora, a potem systematycznie tracimy wysokość. Wciąż kamiennym duktem docieramy do Niżnego Stawu Furkotnego, który w otoczeniu Ważeckiej Turni wygląda dość ciekawie. Z czasem miejsce rumoszu skalnego zastępuje kosówka, a nas podczas zejścia zaciekawia jeszcze jedna ścieżka, która wije się zakosami po prawej stronie Doliny Furkotnej. Jak się później okazuje po weryfikacji z mapą, ścieżka ta (nielegalna rzecz jasna) wiedzie przez Siodełko, a następnie Doliną Ważecką sprowadza wprost do Zielonego Stawu Krywańskiego. Hmmm… pamiętam jaki  ten staw jest piękny… 😁 

Wzdłuż brzegu jeziora
Niżny Staw i Ważecka Turnia
Ciekawa ściana
Zakosy po prawej
Po około godzinie docieramy do Rozstaju pod Soliskiem i porzucamy żółte znaki na rzecz niebieskich. Tego dnia bowiem jeszcze mamy chrapkę na szczyt, a mianowicie na Skrajne Solisko. Najpierw jednak musimy dotrzeć do Chaty pod Soliskiem i pokonać 100 metrów przewyższenia w cholernym upale (again!). Na szczęście po 10 minutach docieramy do celu i kupujemy zimny napój bogów – kofolę 😃 Odpoczywamy i zarazem spoglądamy na nasz ostatni cel i niepokojące za nim czarne, złowrogie chmury… 

Na rozstaju
Tu już zielono
Chata i Solisko
Jebnie, czy nie jebnie? 😜
Po długich namysłach, dyskusjach i perturbacjach w końcu decydujemy się na atak szczytowy i ruszamy na ostatnią 45-minutową wędrówkę. Szczyt zdobywamy w zasadzie po 30 minutach, ale czułam jakby te 30 minut były ostatnimi w moim życiu. Toż to jakaś masakra była, nie wiem co mi się stało, ale jakby ktoś przekłuł balon i wypuścił ze mnie całą zmagazynowaną energię. Nie ważne jednak w jakim stylu, ważne, że zdobyłam te marne 2093m n.p.m. i choć widokami nas Skrajne Solisko nie powaliło, to całkiem przyjemny z niego szczyt. Przede wszystkim jest przystępny i pewnie przy ładniejszej pogodzie robi lepsze wrażenie. Po Bystrej Ławce jednak taki se 😉 

Szczyt
Po prawej Grań Baszt i Dolina Młynicka
Szczyrbskie Solisko
Na prawo Krywań
Chyba piorun jebnął ;)
Na szczycie nie spędzamy dużo czasu, bo raz - niezbyt widokowo przez chmury, bo dwa - trzeba uciekać, bo chmury 😉 Po 20 minutach jesteśmy ponownie przy soliskowym schronisku i niebieskim szlakiem schodzimy ku cywilizacji.  Drogę tę pamiętamy z pierwszej nieudanej próby zdobycia Prednego Soliska, więc wiemy czego się spodziewać. Szlak prowadzi wzdłuż stoku, odkrytym i widokowym terenem, a 500 metrów wysokości tracimy dość niepostrzeżenie. Schodzimy niczym zwycięzcy, zadowoleni ze swoich łupów.

Nie lunęło, wypogodziło się
Grań Baszt wciąż hipnotyzuje
I znowu Baszty
Po godzinie docieramy do Szczyrbskiego Jeziora, gdzie nie tylko czeka nasz samochód, ale które popołudniową porą wygląda nadzwyczaj wybornie. W dodatku solidnie się wypogodziło, więc możemy na koniec urządzić sobie spacer wokół stawu. Pomysł oczywiście genialny i obfity w kolejne zdjęcia. Štrbské Pleso jest trochę takim kurortem dla bogaczy, dla tłumów na spacer o każdej porze, ale tu nawet wśród tych tłumów lubię przebywać. No lubię to jezioro i już. 

Wierzbówka i jezioro
Wysoka, Patria i hotel Patria
Szersza perspektywa
Ekipa :D
Lustereczko powiedz przecie :P
Całą pętlę zamykamy na 21 kilometrze po 8 godzinach ścisłej wędrówki. Trasę pomimo mojej słabej kondycji uważam za całkiem przyjemną, a spore przewyższenie nie jest wybitnie odczuwalne. Walory widokowe na szlaku są niesamowite - począwszy od wlotu Doliny Młynickiej przez Wodospad Skok i obie strony Bystrej Ławki. Dla mnie jedna z lepszych tatrzańskich tras w ogóle, a już na pewno jedna z ciekawszych przełęczy - łatwo dostępnych i nie ziejących przepaściami. Warto, warto, warto!

My natomiast kończymy dzień przy zachodzącym słońcu w Zdiarze, wylegując się bezczelnie pod ścianą Tatr Bielskich. To był dobry dzień. Była petarda! 


Zwłoki 😜
Nasze miejsce


A.P.

04.08.2018


1 komentarz:

  1. Ładne widoki na tej trasie. Do tego pogoda dopisała i wyszła z tego bardzo przyjemna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń