Dolina Prosiecka i Kwaczańska – moc różnorodnych atrakcji


Majowe lato zaskoczyło i rozochociło wielu, więc liczyłam, że i czerwiec będzie sprzyjał górskim wędrówkom. Może dlatego, kiedy trafiła się piękna aura, pojechaliśmy najpierw w Beskid Śląski, a dopiero potem wyczekiwaliśmy pogody na słowacki projekt. I tutaj popełniliśmy błąd… Niestety druga połowa miesiąca jest albo burzowa, albo pochmurna, tak iż nie widzę szans na jakąkolwiek wędrówkę. Najgorsze jest to, że na czerwiec zaplanowałam chyba najsmaczniejsze pasmo górskie na Słowacji i żal, by akurat tam dopadła nas dupówa… Szybki rekonesans, przeprogramowanie rocznego planu, weryfikacja pogody i w ostatni dzień czerwca, rzutem na taśmę uderzamy w Góry Choczańskie. Oby meteoblue nie zawiodło…
Nie zawodzi. Kiedy docieramy do miejscowości Prosiek witają nas promienie słońca, podczas gdy we wszystkich pasmach wokół królują czarne chmury. Ma się ten fart 😃


Jest słońce
Wlot Doliny Prosieckiej
Naszą wędrówkę rozpoczynamy niebieskim szlakiem, który ciągnie się przez Dolinę Prosiecką, a pokonanie jej zajmuje średnio 2 godziny. Na początek podążamy szeroką, szutrową drogą, ale niebawem ścieżka się zwęża i stopniowo znika wśród traw. Po 10 minutach czeka nas pierwsza atrakcja – skalne Wrota, a przeprowadzą nas przez nie kładki oraz mostek zawieszony nad potokiem. Następnie dla urozmaicenia czeka nas kilka łańcuchów wbitych w skały, a potem emocje już opadają. Dolina ma krasowy charakter, a swój wygląd zawdzięcza żłobieniu przez potok Prosieczanka. Trzeba przyznać, że póki co jest ładnie. 

Wrota
Widok z mostku
Trochę żelastwa
W dalszym etapie szlak prowadzi wyschniętym korytem rzeki, wśród niezliczonej ilości kamieni. W miesiącach suchych i letnich nie zastaniemy tu wody, ale w przypadku dużych opadów i deszczowych miesięcy, koryto niezwłocznie wypełnia woda, a szlak jest zamykany. Turystów na szlaku kręci się całkiem sporo, ale ruch rozkłada się równomiernie, tak iż nie odczuwamy tłoku. Niebawem wychodzimy na odkryty teren wśród wiatrołomów i krzaczorów, a pod nogami pojawia się sporo błota. Po około 20 minutach ponownie podążamy lasem, niestety z każdą minutą coraz bardziej znużeni.

Ścieżka wśród wiatrołomów i krzaków
Na szczęście po łącznie 1h 20 minutach docieramy do rozstaju Cervene Piesky, gdzie olbrzymia tabliczka pokazuje 10 minut do wodospadu o tej samej nazwie. Długo się nie zastanawiając, skręcamy w lewo, by zobaczyć to cudo i od razu wchodzimy w nieco inny świat. Pojawiają się typowe dla Gór Choczańskich skały i piargi, nawet jeden kominek ubezpieczony łańcuchem, a po zapowiadanym czasie stajemy u podnóża kaskady. Wodospad jest wysoki na 15 metrów i mamy sporo szczęścia, ponieważ w lecie często wysycha i nici z podziwiania. Dzisiaj woda leje się delikatnym strumieniem, przez co wrażenia estetyczne są na dobrym poziomie 😉

Rozstaj szlaków
Droga do wodospadu
Delikatna kaskada
By kontynuować wędrówkę najpierw musimy wrócić do rozstaju, a następnie po pokonaniu kilkunastu metrów wchodzimy w wąwóz Sokół. Przed nami wyrasta ciąg drabinek usytuowanych między skalnymi ścianami, a ciekawostką jest, że po większych opadach w kanionie również pojawia się woda i niewielkie kaskady. Odcinek jest niesamowicie klimatyczny, a na mnie zawsze wrażenie robią ciasne wąwozy ze skałami porośniętymi mchem. Taka słabość 😊

Pierwsza nieco ruchoma 😉
Wąwóz Sokół
Po 15 minutach wychodzimy z Doliny Prosieckiej i tym samym znajdujemy się na malowniczej polanie, którą będziemy podążać do miejscowości Velke Borove. W prawo niegdyś odbijał szlak zielony na szczyt Prosieczne, jednak obecnie droga jest zamknięta do odwołania z powodu wiatrołomów po halnym. Nas czeka natomiast 40-minutowy spacer z widokiem na okoliczne Góry Choczańskie, mieniące się w odcieniach zieleni. Dopiero tutaj na prostce widzimy, ile ludzi wędrowało doliną, ponieważ miejscami mamy ciężko przebić się przez tłum. Za cel obieramy sobie teraz Dolinę Kwaczańską, jednak zanim tam dotrzemy jeszcze szybki postój na kofolę w przyszlakowym bufecie. 

Widokowe polany
Tłumek…
Za nami Dolina Prosiecka
Wypas owiec w Wielkim Borowym
Masyw Prosiecznego
Atrakcje Doliny Prosieckiej i Kwaczańskiej
Po krótkim odpoczynku kontynuujemy wędrówkę szlakiem niebieskim przez Dolinę Borowianki, która jest pierwszym odcinkiem Doliny Kwaczańskiej. Powoli wchodzimy w wąwóz między skalnymi ścianami, a szeroka droga prowadzi nas wzdłuż potoku. Po 20 minutach docieramy do niewielkiego mostku, który nas zaciekawia, choć nikt z turystów na niego nie skręca. Jak się okazuje po kilkunastu metrach pojawia się przed nami Ráztocký Vodopad, który jest charakterystycznym miejscem w Górach Choczańskich. Podejmuje nawet próbę wspięcia się na jego próg, jednak drewno jest mocno namoknięte, przez co moje buty objeżdżają niczym łyżwy, a poza tym drabina u szczytu jest połamana, więc wysiłki kończą się fiaskiem.

Dolina Borowianki
Ráztocký Vodopad
I miejsce, do którego się wspięłam
Kolejnym punktem na naszej trasie są Wodne Młyny Oblazy, od których dzieli nas zaledwie 5 minut. Znajdujące się tutaj młyny są zabytkiem architektury drewnianej, ale wciąż pracują, teraz jako atrakcja turystyczna. W budynku możemy obserwować pracujące mechanizmy, a na zewnątrz koło wodne. Dodatkowo na terenie młynów pasą się kozy, po rzece pływają kaczki, także miejsce ciekawe i w pewnym sensie urokliwe. 

Na rozstaju szlaków przy młynie
Młyn z zewnątrz
Koło wodne
Pracujące mechanizmy
Kaczuszki
Następnie obieramy szlak czerwony i dalej Doliną Kwaczańską kontynuujemy wędrówkę. Nie musimy długo czekać na kolejną atrakcję. Po 15 minutach umiarkowanego podejścia znajdujemy się na szczycie Mały Rohacz, gdzie przygotowano dla turystów vyhliadkę, czyli pomost widokowy. Mamy szczęście przebywać na konstrukcji sami, a podziwiać możemy porośnięte lasem kopy oraz kanion i rzekę daleko w dole. Miejsce ciekawe, a platforma oryginalna. Plusik za pomysł 😃

Vyhliadka Maly Rohac
Ja i widoczki
Kanion
Od strony wejścia
Podążamy dalej szlakiem czerwonym, zdobywając jeszcze jeden wyższy Rohacz, po czym rozpoczynamy zejście szeroką drogą przez las. Niestety już nic ciekawego nie czeka nas po drodze, więc spokojnym krokiem nieco znużeni docieramy do wylotu Doliny Kwaczańskiej. Przy parkingu uważnie wypatrujemy żółtych znaków, ponieważ właśnie tym szlakiem wrócimy do wlotu Doliny Prosieckiej, gdzie stoi nasz samochód. Po 10 minutach odbijamy w prawo i nieco pod górę opuszczamy Kvacany. Tabliczki zapowiadają nam 1h 30 minut drogi i było to chyba najdłuższe 1,5 godziny w moim życiu 😓 Trasa nie była nudna, absolutnie! Szlak prowadzi nas malowniczymi polanami z widokiem na wszystkie okoliczne pasma słowackie, a jest ich wszakże nad wyraz dużo. Dzisiaj zmęczył mnie niesamowicie upał i fakt, iż ścieżka przez polany wiła się na całej długości 6 kilometrów góra-dół, dół-góra… Ale nie będę nikogo zniechęcać, bo wszystkie niedogodności wynagradzały nam przepiękne panoramy – góry, lasy, jezioro, polany… szum trawy, zapach lata, dotyk słońca… Cudo 💗

Pierwsze widoki na Tatry Zachodnie
Wielka Fatra
Tatry Niżne
Z jeziorem
Sielanka
Robaczek
Gra świateł
I jeszcze jedno
Po zapowiadanych 90 minutach i ani jednej minuty mniej, docieramy do wlotu Doliny Prosieckiej, skąd czeka nas 10 minut marszu do samochodu. Zatrzymujemy się jeszcze przy tabliczkach edukacyjnych, obrazujących w jakim czasie rozkładają się poszczególne śmieci, co uważam za fantastyczną rzecz ku poprawie świadomości turystów 👍

Pampers bił wszystko…
Rzucamy plecaki do bagażnika i kierujemy się do Bufetu przy boisku spałaszować w nagrodę pikantną, słowacką kiełbasę i kofolę 😃 Z pełnymi brzuchami możemy wracać do domu, po drodze wciąż podziwiając górski charakter Słowacji. To był kolejny dobry dzień w kolejnym paśmie górskim, a ten niewielki kraj raz po raz zaskakuje mnie swoją różnorodnością. Szósty miesiąc na Słowacji, szósty zachwyt w głowie 😍 Boję się, że do końca roku zwariuję 😜

Liptowska Mara i Tatry Niżne
I znowu Tatry Niżne, w końcu to największy park narodowy na Słowacji
Kościółek w Niżnych Matiasowcach

A.N.

30.06.2018


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz