Zimowy Turbacz w pakiecie z Halą Turbacz i Halą Długą


Ten rok pomimo fantastycznej pogody nie obfitował u nas w górskie wędrówki. W lutym postanawiamy odmienić złą passę i w pierwszym możliwym terminie ruszamy w Gorce. Trasę rozpoczynamy w dzielnicy Kowaniec w Nowym Targu, gdzie swój początek ma szlak żółty, a na dzień dobry czeka nas intensywne podejście drogą jezdną. Promienie słońca oświetlają przydrożne świerki, a w powietrzu czuć już wiosnę. 

Szlak żółty wśród świerków
Po 30 minutach suche, asfaltowe podłoże zostaje zastąpione przez leśną ścieżkę, a pod nogami pojawia się śnieg. Jest nieco ślisko, ale nie na tyle, by uniemożliwiać nam poruszanie i by było konieczne zbrojenie w raki. Czuję nieco słabszą kondycję, zapewne spowodowaną brakiem ruchu w ostatnich 3 tygodniach, ale mam nadzieję szybko to nadrobić. Po kolejnych 10 minutach wychodzimy na otwarty teren, gdzie po raz pierwszy dziś możemy dostrzec Tatry. Ich zarys prezentuje się całkiem solidnie, natomiast przejrzystość powietrza pozostawia wiele do życzenia. Ścieżka następnie prowadzi umiarkowanie w górę, a my ochoczo maszerujemy, nasłuchując pierwszych oznak wiosny.

Polana przy szlaku
Tu latem pasą się owieczki
Szlak dojazdowy do schroniska
Nieśmiałe Tatry
Szlak żółty jest szeroki i solidnie rozjeżdżony przez terenówki oraz skutery, które dowożą niezbędne produkty do schroniska. Marsz ubitą drogą jest przyjemny, więc szybkim krokiem pokonujemy kolejne kilometry. Wokół leży jeszcze sporo śniegu, natomiast drzewa już zdecydowanie pachną wiosną. W powietrzu czuć zapach świerków, do uszu dochodzi świergot ptaków, czyżby to był koniec zimy...?

Zimowa droga i wiosenne drzewa
Gorczański Las
Odśnieżony szlak
Po łącznym czasie 1h 30minut docieramy na Miejski Wierch, który jest jednocześnie krzyżówką szlaku żółtego z czarnym. Do schroniska pozostała nam zaledwie godzina, a marsz kontynuujemy szeroką drogą z widokiem na najwyższy szczyt Gorców. Ostatni odcinek wyjątkowo nam się ciągnie. Mozolnym tempem docieramy na Rusnakową Polanę, gdzie usytuowana jest kaplica wybudowana w 1979r. Powstała ona na planie krzyża Virtuti Militari i jest przesycona symboliką patriotyczną. Obok budynku znajdziemy ławki, dzwonnicę i polowy ołtarz, a od maja do października odbywają się tu msze.

Miejski Wierch
Szlak do schroniska
Z widokiem na Turbacz
Polana Rusnakowa, w oddali Babia Góra
Kaplica Matki Boskiej Leśnej Królowej Gorców
Niebawem docieramy do rozstaju szlaków i kontynuujemy wędrówkę szeroką drogą wciąż w górę. Ostatni odcinek do schroniska jest wąską ścieżką wśród drzew i właśnie ten etap okazuje się być najbardziej upierdliwy. Wszystko to za sprawą dupolotów, które sukcesywnie zamieniły szlak w lodowisko i nawet idąc w górę, nogi same odjeżdża do tyłu, tak iż Bartek zalicza glebę, cudem tylko nie porywając mnie ze sobą. Do schroniska docieramy głodni i wkurzeni 😡
Na szczęście kanapki i Deser Gorczański szybko poprawiają nam humory, a leżaki przed schroniskiem wspierają relaksowanie.

Schronisko PTTK
Leżing & plażing 😁
Smakołyki
Po odpoczynku najpierw ruszamy na szczyt, co by pełnoprawnie powiedzieć, że dziś byliśmy na Turbaczu. Wąska ścieżka pośród wiatrołomów kluczy między drzewami, a ilość turystów na szlaku jest odwrotnie proporcjonalna do tych w schronisku. Aura jest niesamowita, a ciepły zimowy dzień zachęca do przebywania na świeżym powietrzu. Na najwyższym szczycie Gorców stajemy po raz czwarty, ale jednak najmilej wspominam pierwszą wizytę. Może dlatego, że tabliczka szczytowa była rzeźbiona w drewnie, a nie jest kawałkiem metalu przytwierdzonym do betonowego słupa. Nie mniej jednak na wierzchołku jesteśmy sami, więc korzystamy z pogody i widoków.

Droga na szczyt
Wiatrołomy
Turbacz – 1310m n.p.m.
Widok na zachód
Północny-zachód
Północ – Czoło Turbacza i Hala Turbacz
Together
Następnie obieramy szlak czerwony, który choć prowadzi na Obidowiec i Stare Wierchy, to my wcale się tam nie wybieramy. Otóż nasz plan zakłada okrążenie Turbacza i odwiedzenie Hali Turbacz. W tym celu idziemy kawałek czerwonym szlakiem, by po 10 minutach odbić na czerwoną drogę rowerową, która doprowadza nas do celu. Polana położona jest u stóp Czoła Turbacza, a całość krajobrazu tworzy ładny obrazek. Hala o każdej porze roku zaskakuje - w zimie pokryta jest śniegiem, latem łąka bieleje od wełnianki, natomiast wiosną porasta ją fioletowy dywan krokusów.

Czoło Turbacz i Hala Turbacz
Szałasowy Ołtarz
Gorczański las
Polana i turyści
Ruch turystyczny na polanie jest całkiem spory - spotykamy narciarzy, piechurów, rowerzystów i saneczkarzy. Niebawem opuszczamy halę i podążamy szlakiem niebieskim w kierunku schroniska i dalej na Halę Długą. Ze szlaku możemy wciąż podziwiać Halę Turbacz, a pogoda nas niezmiennie rozpieszcza. Po niespełna 10 minutach spokojnego marszu ponownie wyłania się przed nami schronisko, jednak my zdecydowanie skręcamy w lewo ku wspomnianej Hali Długiej, która jest przyjemnym i cichym miejscem z dala od zgiełku.

Czoło Turbacza i Hala Turbacz widziane z niebieskiego szlaku
Bacówka i maszt nieopodal schroniska
Hala Długa
Idziemy delikatnie w dół szerokim duktem pośród drzew i odliczamy minuty do celu. Kiedy przed nami wyłania się śnieżne pole, dostrzegamy tam zaledwie kilka jednostek zasuwających szlakiem i znikających niepostrzeżenie w oddali. Niebawem siadamy na jednej z ławek i w samotności wygrzewamy się w słońcu. Hala Długa jest zacisznym miejscem o każdej porze roku, nawet wiosną kiedy porastają ją krokusy.

Hala Długa
Z Hali Długiej na Halę Turbacz
Turbacz i schronisko
W druga stronę
Kiedy nieuchronnie zbliża się 14:00, wiemy że to pora powrotu w doliny. Pamiętamy, że wciąż jest zima, więc słońce zachodzi max. o 17:00, co daje nam około 3h na powrót do samochodu. Najpierw wracamy do rozstaju szlaków na Polanie Świderowej, podążając wygodną, ubitą drogą, na której o mały włos nie rozjechałoby mnie dwóch rowerzystów, którzy przejechali tak blisko mnie, iż myślałam, że mija mnie pendolino... 😯

I etap
Na rozstaju wybieramy zielony szlak przewidziany na 1h 45minut. Choć odcinek zapowiada się przyjemnie, niebawem zderzamy się z rzeczywistością. Otóż śnieg jest ubity i wyślizgany przez wszelkiej maści sanki i dupoloty, że w zasadzie nie wiem czy jeszcze iść, czy już jechać. I tak się głośno zastanawiam, czy szlak turystyczny przypadkiem nie służy do chodzenia, a nie jeżdżenia na sankach? Nie przypominam sobie, aby rodzice brali mnie za dziecka na Szyndzielnię w celu zjeżdżania szlakiem pieszym. I nawet nie chodzi o fakt wyślizgania ścieżki, bo z kijami jakoś jeszcze szło ustać, ale kiedy spokojnie idziemy w dół i nagle wjeżdża w nas dzieciak na dupolocie, prawie nas podcinając, to chyba coś jest nie halo. Albo nagle nas mijają rozpędzone sanki lub wcześniej wspomniane odrzutowe rowery. Jeszcze trochę, a turysta pieszy będzie musiał iść lasem przez zaspy, bo inaczej zostanie staranowany. Oczywiście zaliczam solidną glebę z powyższych powodów, ale dzielnie się zbieram i z obolałą ręką cisnę przed siebie, kurwując przy tym niemiłosiernie. Szlak prowadzi w otoczeniu lasu z licznymi prześwitami, co pozwala cieszyć się jeszcze widokami. Na koniec czeka nas 15-minutowy odcinek asfaltem, po czym docieramy do samochodu.

Na szlaku zielonym
Pomijając nieszczęsny powrót trasą saneczkową, całość wędrówki była wyborna. Gorczańskie hale przyciągają do siebie ciszą i widokami, a do schroniska na Turbaczu zawsze miło się wraca. To czego zimą w Gorcach już nie popełnię, to wędrówki popularnym szlakiem i wybiorę alternatywną trasę, na której być może będzie spokojniej. Albo wrócę wiosną, kiedy pod butami zamiast śniegu będzie miękka gleba.

A.N.

12.02.2017
 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza