Kiedy deniwelacja jest wprost proporcjonalna do widoków - Baraniarky, Kraviarske, Bublen, Veľký Kriváň


Pewnego popołudnia nagle i niespodziewanie uświadamiam sobie, że nie było mnie w Małej Fatrze kilka lat. Jak to się stało, że pasmo, w które mam zupełnie niedaleko spadło z listy priorytetów i zagubiło się pośród innych planów? A może to czas tak szybko zasuwa i nie zorientowałam się, że w Małej Fatrze byłam ostatni raz w 2022 roku? Oblewa mnie fala wstydu i nie wiedzieć kiedy planuję trasę, pakuję plecak i jadę do Terchovej.
Na parkingu Starý Dvor pojawiam się w sobotni poranek i niemalże natychmiast popadam w zachwyt, widząc soczyście zielone zbocza kontrastujące z błękitem nieba i białymi chmurami leniwie po nim sunącymi. Po chwili obieram szlak niebieski, którym kieruję się na Sedlo Prislop. Początkowo maszeruję drogą jezdną, ale już niebawem ścieżka znika w lesie i prowadzi w górę po niezbyt przyjaznym podłożu. Po ostatnich deszczach spodziewałam się błota na szlakach, jednak tutaj gleba ma jakąś dziwną konsystencję, przylepiając się do butów i powodując niekontrolowane poślizgi. Sytuacja się stabilizuje dopiero, kiedy wychodzimy z lasu na rozległą polanę, gdzie docierają promienie słońca. Podziwiamy widok na Veľký Rozsutec oraz Stoh, a także przyjemny krajobraz wokół.

Widok z parkingu
Sedlo Prislop
Widok z przełęczy
Skręcamy w lewo zgodnie z niebieskimi znakami i po chwili walka z podłożem wraca do łask. Marsz z automatu staje się wolniejszy, choć nie jestem do końca przekonana, czy to zasługa błota, czy solidnego podejścia. Na najbliższy szczyt Baraniarky czeka nas bowiem 300 metrów przewyższenia i to zaledwie na dystansie 1km, co oznacza solidny górski wpierdol 😅 Mimo wszystko utrzymujemy miarowe tempo, choć nie ukrywam, że kije bardzo ułatwiają wspinaczkę. Po 50 minutach marszu powoli wyłaniamy się z lasu na powierzchnię, a widok zapiera dech w piersiach. Ze szczytu Baraniarky roztacza się dookolna panorama, jednak najbardziej przyciąga wzrok grzbiet Krawiarskiego, jego gęsto zalesione stoki i soczyste polany. Dalej można podziwiać główny grzbiet Małej Fatry z najwyższym Wielkim Krywaniem, za plecami widać Boboty i Sokolie, a dalej inne mniejsze słowackie pasma. Cud, miód, malina.

Baraniarky
Veľký Kriváň, Kraviarske i Pekelnik
Ten soczysty, zielony grzbiet niedostępny dla turystów
Masyw Sokolie
Potęga gór
Po chwili oddechu ruszamy w dalszą wędrówkę. Szlak prowadzi wąskim grzbietem i o ile po lewej znajduje się gęsty bezpieczny las, to po prawej zionie całkiem niezła lufa. Aktualnie tracimy znacznie wysokość, a podłoże znowu z nami nie współpracuje. Najpierw piarg nie ułatwia marszu, by potem na powrót pojawiło się błoto i to jeszcze w miejscach, gdzie lepiej nie stracić równowagi. Jestem także zaskoczona jednym punktem na trasie, a mianowicie zamontowanymi łańcuchami przy skale, których po prostu się nie spodziewałam. Niebawem wychodzimy na niewielką uroczą polanę, po czym odrabiamy straconą wysokość. Po łącznie 30 minutach zdobywamy zalesiony wierzchołek Žitné i... schodzimy w dół. Szlak ponownie nas nie rozpieszcza, podłoże znów jest błotniste, co niebywale wysysa energię nawet przy wędrówce w dół. Po kilku niekontrolowanych poślizgach docieramy na kolejną malowniczą polanę, skąd finalnie czeka nas podejście na Kraviarske.

Za nami Baraniarky
Niepozorne Zitne
Do pokonania mamy aktualnie 150 metrów przewyższenia na odcinku 800 metrów, co ponownie zapowiada solidne podejście. Na szczęście szybko opuszczamy las i wychodzimy na otwarty teren, a podłoże w końcu jest suche i przyjemne. Wraz z wysokością pojawia się kosodrzewina oraz borówczyska, a także odsłania się coraz okazalsza panorama. Możemy obserwować Wielki Krywań i Stoh, Boboty, a także główną grań Małej Fatry. Wszystko to zatopione w soczystej zieleni wygląda nadzwyczaj urokliwie. Ostatni odcinek szlaku na Kraviarske to już wędrówka ścisłą granią i podziwianie okolicznego krajobrazu. Na szczycie widzimy z oddali niewielką grupę osób, ale i tak jest bardzo kameralnie. Wysiłek włożony w zdobycie szczytu był po stokroć tego warty. Panorama jest obłędna.

Widok z podejścia na Kraviarske
Tam niedawno byliśmy
Boboty w dole
Kraviarske i główny grzbiet Małej Fatry
Chleb, Snilovské sedlo i Veľký Kriváň
Wielki Rozsutec, Chata pod Groniem, Południowy Groń
Światłocienie 💚
Po odpoczynku na szczycie Krawiarskiego ruszamy w dalszą drogę szlakiem niebieskim. Dynamika pozostaje niezmienna, więc dla odmiany teraz podążamy w dół do Sedla za Kraviarskym. Nachylenie terenu jest umiarkowane, choć podczas wędrówki nie mogę oderwać wzroku od masywnego grzbietu naprzeciw - od małego Krywania przez Piekielnik po Wielki Krywań. Przełęcz sama w sobie jest również urokliwa i widokowa, doskonale stąd widać także niedawno zdobyte Kraviarske.

Widok na Kraviarske z przełęczy
Tam idziemy
Bez ociągania idziemy dalej, a naszym kolejnym celem jest rozstaj Chrapáky i przełęcz Bublen. Podejście nie należy do najlżejszych z kilku powodów - właśnie dochodzi południe, więc słońce na podejściu wysysa energię w tempie ekspresowym, w dodatku szlak prowadzi czymś w rodzaju wąwozu, a gęsta roślinność zatrzymuje jakikolwiek przepływ powietrza. Jednym słowem znajduję się w wielkiej górskiej saunie, w której muszę żwawo iść w górę. Na szczęście męka kończy się po 20 minutach na Chrapákach, gdzie zmieniamy szlak na żółty. Odcinek na Sedlo Bublen to już sielankowa ścieżka pośród łanów traw i z cudownym widokiem. Takie szlaki ubóstwiam. 

Szlak Chrapáky - Sedlo Bublen
Widok z przełęczy na Mały Krywań
Na przełęczy wędrowcy rozdzielają się na dwa kursy - w kierunku zachodnim można udać się na Mały Krywań lub jak my w kierunku wschodnim na Krywań Wielki, czyli nota bene najwyższy szczyt Małej Fatry. Szlak czerwony najpierw wspina się na Piekielnik, a ścieżka prowadzi przez bezkresne zielone hale. Na szczycie odsłania się nowa perspektywa, czemu sprzyja długi i płaski grzbiet. Idziemy dalej, równie niewymagająco i przyjemnie, choć pogoda nieco płata figla i nad Wielkim Krywaniem kłębią się chmury. Dalej jest malowniczo, choć zdecydowanie chłodniej.

Widok z Piekielnika na Wielki Krywań
Widoki wciąż nie zawodzą
Za nami Mały Krywań i Piekielnik
Im jesteśmy bliżej najwyższego szczytu Małej Fatry, tym rośnie natężenie turystów. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Wielki Krywań leży zaledwie 30 minut od górnej stacji kolei Vratna-Chleb. My natomiast na rozstaju skręcamy w kierunku szczytu, choć ten pochmurny i wietrzny wcale nie zachęca do odwiedzin. Wierzchołek oczywiście oblegają tłumy, dlatego uciekam na północne zbocza schronić się nieco przed wiatrem i uzupełnić kalorie przed dalszą wędrówką. Spoglądam na słoneczny grzbiet Krawiarskiego, Snilovské sedlo w dole, a także na ciemne zbocza Chleba i Południowego Gronia. Nasz plan zakładał kontynuację trasy właśnie przez Chleb i Hromove do Chaty na Groniu, jednak aktualna pogoda zasiała ziarno niepewności w naszych umysłach. 

Widok z Wielkiego Krywania w kierunku Chaty pod Chlebem
Nad grzbietem zawisły chmury
Górna stacja kolei pośród kolosów
Niebawem ruszamy żwawym tempem w dół, bo najzwyczajniej zmarzliśmy na szczycie. Na szczęście miękka trawa pod butami wspaniale sprzyja wędrówce i już niebawem meldujemy się na Snilovskim Sedle. Zrzucamy plecaki z barków, siadamy na trawie i spoglądamy to na Chleb, to na stację kolei. Nogi rwą do dalszej wędrówki, ale ciemne chmury wcale nie zachęcają do jej kontynuacji. Wcale nie chodzi o nadchodzący deszcz, czy burzę, ale o górski romantyzm i wrażenia estetyczne, które bez słońca i błękitu nieba już nie będą takie same. Dodatkowo za skróceniem pętli przemawia fakt, że grzbiet już przemierzaliśmy zarówno latem, jesienią, jak i częściowo zimą, więc szkoda zatrzeć te fenomenalne wrażenia przez ciężkie chmurzyska. Jeszcze tylko chwilę się wahamy, po czym wstajemy i obieramy właściwy kierunek - górna stacja kolei uśmiecha się do nas szeroko.

Wagonik z takim widokiem
Jeśli myśleliście, że obieramy szlak zielony, by dostać się nim na dół do Vrátnej, to czeka Was rozczarowanie. Postanawiamy zaszaleć i zjechać kolejką w dół, trochę się usprawiedliwiając, że zejście jest strome i może być błotniste, a błota to my dziś mamy przesyt. Gondolą ostatni raz jechaliśmy aż 7 lat temu i moja pamięć stanęła na 9€ za zjazd, więc wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy musimy zapłacić 18€ od osoby za podróż w dół. Ale skoro tak się wymyśliło, to trzeba kupić bilet, wskoczyć do wagonika i podziwiać Małą Fatrę z nowej perspektywy.
Po 5 minutach jesteśmy na dole i jakież jest nasze zaskoczenie, gdy tutaj świeci słońce, a temperatura jest wyższa o kilka kresek od tej na górze. We Vrátnej również trochę się pozmieniało na przestrzeni lat, bo niegdyś darmowe miejsce postoju aktualnie jest płatne 10€ za dobę. Nie mniej nasz samochód stoi niżej, na parkingu Starý Dvor, gdzie czeka nas około 2 km marszu drogą jezdną. Nie opuszczają nas jednak widoki i piękna pogoda, więc takie zakończenie wędrówki jest czystą przyjemnością. Trasę kończymy po 12km i 1387 metrach deniwelacji, była moc 🔥

Powrót drogą jezdną
Wciąż malowniczo
Niby zwykły las
Cholernie warto było wrócić w Małą Fatrę. Dzisiejsza trasa oferowała strome podejścia, sielankowe hale, widokowe szczyty i cały wachlarz emocji. Przede wszystkim jednak niesamowity krajobraz tego pasma za każdym razem zachwyca tak samo - czy jesteś w danym miejscu po raz pierwszy, czy odwiedzasz je kolejny raz. Choć wracam do domu z niedosytem realizacji pierwotnego planu, to z drugiej strony jestem ukontentowana tym, co zobaczyłam. Słowacjo, jesteś piękna !

Trasa
A.P.
06.06.2026



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz