Projekt, a raczej wyzwanie Kozia Góra 2025 zrodziło się w mojej głowie zupełnie znienacka. Jako mieszkanka Bielska-Białej ten szczyt o wysokości zaledwie 683m n.p.m. traktowałam czysto treningowo, jako formę aktywności ruchowej w tygodniu, z braku czasu lub przy gorszej pogodzie weekendowej. Z tygodnia na tydzień w mojej głowie kiełkował jednak pomysł, by wejść na szczyt 52 razy w ciągu 2025 roku, dokładnie tyle ile ma rok tygodni.
Można pomyśleć, że trochę nuda nieustannie wchodzić na ten sam szczyt, ale dla mnie to była nie tylko motywacja do aktywności fizycznej, ale także niesamowita przygoda i podróż przez zmieniający się krajobraz wraz z upływem kolejnych pór roku. Zaczęło się niewinną i łagodną zimą, która szybko przeistoczyła się w pierwszy powiew wiosny. Ta wybuchła niebawem wszystkimi kolorami zieleni i zapachem kwitnących kwiatów. Nie wiedzieć kiedy, pojawiło się lato - długie dni, upalne wieczory i złoty krajobraz. Potem przyszła jesień - najpierw słoneczna i kolorowa, potem bardziej mglista i nostalgiczna. I znowu na koniec roku ustąpiła miejsca nieśmiałej zimie, która raz lukrowała krajobraz, by potem znowu być bezśnieżną damą.
52 razy - dokładnie tyle stanęłam na wierzchołku Koziej Góry. Wędrowałam różnymi szlakami, raz szybciej, raz wolniej, zawsze w zgodzie z rytmem serca. Wyzwanie kończę w swoje okrągłe urodziny - dumna z pięknego projektu oraz pełna emocji i cudownych wspomnień. Tak jak zmieniał się krajobraz wokół, tak i ja się zmieniałam. I to właśnie było najpiękniejsze.
2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz